O czym jest blog i dlaczego akurat ta lista?

Osią bloga są recenzje książek z listy Modern Library „100 najlepszych książek anglojęzycznych XX wieku”. To zdanie jest pierwszym, jakie czyta każdy odwiedzający bloga i wydaje się, że więcej już nie trzeba dodawać. Chciałbym jednak mimo wszystko dopowiedzieć parę spraw.

Więc blog będzie po prostu o tym, czy dana książka Ci się podoba? Nie brzmi bardzo ekscytująco…

Bardzo bym nie chciał, by ten blog stanowił po prostu listę suchych recenzji i będę tego unikał za wszelką cenę. Być może recenzje to nawet nie jest właściwe słowo na to, co tutaj planuję. Chciałbym, by lektura każdej opisanej tu książki stanowiła przede wszystkim kanwę do przemyśleń na temat literatury i kultury w ogóle (może czasem z jakimś osobistym rysem). Na czym wzorowała się ta książka, do czego zainspirowała późniejszych twórców? Czy była jakaś ekranizacja, czy była udana? Jaki był wpływ tej książki na społeczeństwo i co to mówi o ówczesnych ludziach i o ludziach w ogóle?

Jeśli podejść do tego w ten sposób, ilość tematów do poruszenia jest właściwie nieograniczona. Ulisses to oczywista brama do napisania czegoś o Odysei i powiązaniach między światem greckiego mitu a nowożytną literaturą. Ekranizacja Stąd do wieczności wprost prowadzi nas do Kodeksu Haysa w Hollywood. Listonosz zawsze dzwoni dwa razyObcy Camusa. Sokół Maltański – kino noir.

Osią bloga są recenzje książek z listy Modern Library „100 najlepszych książek anglojęzycznych XX wieku”. Osią, która będzie napędzać to miejsce, ale nie być jego istotą.

Dlaczego akurat ta lista? Czy na pewno jest wiarygodna?

Lista Modern Library wzbudza wiele kontrowersji. Dla ścisłości, tak naprawdę powstały dwa zestawienia: jedno utworzone przez specjalną komisję (jej skład znajdziecie tutaj) i to o nim będzie mój blog, oraz drugie, gdzie na konkretne książki mogli głosować czytelnicy. Cała rzesza ludzi podważa wiarygodność tej ostatniej i chyba słusznie: w pierwszej dziesiątce znajdują się aż cztery książki Ayn Rand (twórczyni filozofii obiektywizmu, propagowanego obecnie przez Ayn Rand Institute – może kojarzysz też Andrewa Ryana z Bioshocka, postać inspirowaną jej tekstami)  i trzy Rona Hubbarda (założyciela scjentologii). Obie te postaci mają mnóstwo przeciwników, ale i całe masy fanów – nie brakuje więc opinii, że skrzyknęli się oni, by zalać ankietę głosami na swoich idoli. Co ciekawe, ze strony Modern Library chyba niedawno ta lista zniknęła  – znalazłem ją dopiero tutaj.

Naturalne wydaje się, by przyjrzeć się więc dokładniej The Boards’ List, czyli liście ułożonej przez komisję. Ta również nie uniknęła krytyki. Spotkałem się z wieloma komentarzami na różnych stronach (np. na Reddicie), wpisami na blogach czy postami na forach, gdzie zarzucano twórcom przede wszystkim fakt, iż przeważającą większość autorów stanowią biali mężczyźni. Znajdziemy tu garstkę kobiet czy przedstawicieli Harlem Renaissance, ale trzeba się sporo naszukać. Jest to niewątpliwie prawda – ale trzeba zadać pytanie, czy jest to prawda, która powinna dziwić lub źle świadczyć o komisji?

Najmłodszą z książek na liście jest Ironweed (1983), duża część z nich powstała znacznie wcześniej: najwyraźniej chciano upewnić się, że wybrano zostaną utwory, które przetrwały próbę czasu. Przez niemal całą pierwszą połowę XX wieku absolutnie dominującą rolę na świecie odgrywały Europa i Ameryka Północna, czyli państwa, gdzie dominowała ludność biała, a same społeczeństwa wciąż pozostawały w dużej mierze patriarchalne: kobiety najczęściej zajmowały się domem, nie karierą zawodową (także pisarską). Kiedy więc ogromną część tworzących po angielsku pisarzy stanowią biali mężczyźni, fakt, że to oni napisali większość najważniejszych książek po angielsku (na pewno nie wszystkie!) jest wynikiem czystej statystyki. Na pewno wiele sensu mają argumenty, że brakuje tu jakiejś pisarki albo pisarza afroamerykańskiego pochodzenia, ale moim zdaniem lista całościowo wiarygodnie ukazuje, jak wyglądały tamte czasy, także jeśli chodzi o literaturę.

Obiekcje budzą też pojedyncze pozycje: czasami nie oznacza ona jednej książki, ale całą ich serię (A Dance to the Music). Inne powstały jeszcze w XIX wieku, ale wydano je dopiero w XX (Jądro Ciemności). Darkness at Noon oryginalnie zostało napisane po niemiecku, choć pierwszym wydaniem było angielskie tłumaczenie. Pale Fire to w dużej części poemat. Miasteczko Winesburg – cykl opowiadań, choć powiązanych ze sobą.

I przede wszystkim: dlaczego brane są pod uwagę tylko angielskie książki z XX wieku? Osobiście myślę, że za odpowiedź wystarczyłoby: bo tak się twórcom listy podobało. Kiedy powstaje lista 100 najlepszych polskich książek, nikt nie ma nikomu za złe, że nie uwzględniono tam pisarzy z Ukrainy. Ktoś chciał dokonać akurat takiej kompilacji. Dużo racji ma też recenzent se strony starling.rinet.ru (piszę o nim trochę niżej), tłumaczenie własne:

Komisja redakcyjna Modern Library ułożyła ostatnio listę 100 najlepszych anglojęzycznych powieści 20. wieku. Prawdopodobnie zgadzam się z nią bardziej niż większość ludzi – sądzę, że komisja podjęła słuszną decyzję, zawężając listę do książek napisanych po 1900 roku po angielsku. Wyklucza to niestety Marta Twaina i Szekspira, a także takich wielkich pisarzy nie-angielskich jak Maria Vargasa Llosę czy Milana Kunderę, ale jakakolwiek próba poszerzenia tego zakresu zrobiłaby więcej złego niż dobrego. Mamy wystarczająco dużo problemów z tym, by zadowolić nasze grupy społeczne (a sądzę, że lista i tak wyklucza zbyt wielu przedstawicieli mniejszości), byśmy mieli dokładać do tego radzenie sobie z oskarżeniami o rasowe uprzedzenia. Gdyby lista miała obejmować cały świat, wyobraźcie sobie te niemądre nacjonalistyczne sprzeczki, które zaraz by wybuchły! Jak można porównać Tołstoja do Goethego, nie wspominając nawet rzeszy azjatyckich i afrykańskich pisarzy, z którymi zachodni czytelnicy są w większości kompletnie niezaznajomieni? Lista musiałaby zostać poszerzona co najmniej do 500 pozycji, jeśli mielibyśmy umieścić na niej wszystkich, którzy na to zasługują. Jak więc widzicie, zwiększenie jej zasięgu spowodowałoby problemy, z którym poradzeniem sobie zwykli recenzenci książek mogliby nie dać sobie rady.

Jeśli o mnie chodzi, mi mocno brakuje Władcy Pierścieni i/lub Hobbita. Wpływu, jaki te utwory wywarły na fantastykę, nie da się zwyczajnie przecenić.

Dlaczego więc, mimo wszystkich tych zarzutów, dalej uważam, że warto się tej liście przyjrzeć bliżej? Cóż, po prostu uwielbiam angielską literaturę, a już teraz dzięki tej kompilacji poznałem wielu świetnych autorów (Faulknera, chociażby). A jak opisałem w pierwszym segmencie wpisu, fakt, że zaczniemy od książek anglojęzycznych, wcale nie znaczy, że na nich poprzestaniemy.

W momencie powstania bloga, ile z tych książek już przeczytałeś?

Zanim w ogóle natknąłem się na tę listę, miałem już za sobą jakieś dwanaście książek, które się na niej znalazły (głównie absolutne klasyki, 1984, Nowy Wspaniały Świat, Lolitę), potem w ciągu paru lat (czytam też inne rzeczy!) przeczytałem drugie tyle. Czyli aktualnie mam na swoich koncie około 25 pozycji.

Czy ktoś podjął się już takiego wyzwania?

Oczywiście, całkiem sporo osób próbowało czegoś takiego. Znalazłem kilka blogów i niektóre były bardzo wciągające, a inne okropne. Kilka słów o tych pierwszych.

Doug Reviews The Top 100 Novels – Moja ulubiona strona na ten temat. Pewien Amerykanin podejmuje się przeczytać wszystkie książki z listy (niestety, parę lat temu sobie odpuścił). Niektóre opisy są przezabawne (polecam Ulissesa), inne smutne, w innych Doug niemal natychmiast zapomina o książce i opisuje anegdotę ze swojego życia, która przypomniała mu się podczas lektury. Jego teksty w dużej mierze skłoniły mnie do założenia tego bloga. Miałem nawet przyjemność wymienić z autorem parę maili i facet okazał się naprawdę w porządku.

Brothers Judd – Ok, to miejsce jest trochę dziwne. Twórca (twórcy?) recenzji ma dość mocno zarysowane prawicowe poglądy i to daje o sobie znać. I tak znikąd pojawić się mogą odniesienia do tego, jak katastrofalnym błędem było wycofanie się Amerykanów z Wietnamu, albo to, jak dana książka, podszyta marksistowskimi ideałami, uderza w chrześcijańskie podwaliny Zachodniej Cywilizacji. Mimo wszystko jednak czasami da się tam znaleźć coś ciekawego.

starling.rinet.ru – Najskromniejsza strona, recenzent zdaje się najmłodszy, ale nie brakuje tam trafnych przemyśleń, które rezonują mocno z tym, co sam sądzę o liście i wymienionych na niej książkach.

Jeśli chodzi o strony z recenzjami, które mi się nie podobały, chyba nie warto ich przytaczać. Były zwyczajnie nudne. Autor nie odcisnął żadnego piętna na swoich tekstach, nie łączył ich żaden wspólny duch. Całość wyglądała jak eseje na zaliczenie. Mam nadzieję, że temu blogowi będzie do nich bardzo daleko.

Nie znalazłem nigdy, by ktoś próbował tego w Polsce i nie ukrywam, że jest to jeden z powodów, dla którego założyłem bloga: jest tu pewna drobna nisza, w którą chciałbym się wpasować.

To chyba wyczerpuje temat sensu istnienia bloga. Można zacząć recenzować!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s