„Lord Jim”. Joseph Conrad, czyli co łączy Józefa Piłsudskiego z filmami o Obcym?

blogOd dawna nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Joseph Conrad, a właściwie Józef Teodor Konrad Korzeniowski, jest najbardziej niedocenianym pisarzem polskiego pochodzenia. Recenzja Lorda Jima to dobra okazja, by o nim porozmawiać, a przy okazji pokazać, jak wielki wpływ wywarł na późniejsze dzieła kultury.

Na pozór biografia Conrada wydaje się trochę podobna do tej Mickiewicza czy Słowackiego: urodził się w znajdującej się w niewoli Polsce, jego matka i ojciec byli zaangażowani w walkę narodowowyzwoleńczą. Na jakiś czas cała rodzina została zesłana do Wołogdy, leżącej 500 kilometrów na północ od Moskwy. Kilka lat po powrocie udał się na emigrację do Francji, gdzie zaczął pracę jako marynarz – po zakończeniu kariery zawodowej na tym polu, sięgnął po pióro (już w Anglii). I tu zaczynają się największe różnice: w przeciwieństwie do naszych narodowych wieszczy, pisał po angielsku, a tematem obecnym w większości jego utworów było morze i egzotyczne kraje, nie nawoływanie do walki o niepodległość czy historiozoficzne ujęcie losów Polski. Wielu miało mu to złe: Eliza Orzeszkowa, w owym czasie wiekowa już i wpływowa pisarka, zarzuciła mu zdradę swojej kultury i korzeni. Osobiście jestem zdania, że po stworzeniu takiego okropieństwa jak Nad Niemnem, zwyczajnie nie wypada mówić innym, co i jak mają pisać.

Z tyłu okładki jednej z książek Conrada przeczytałem, że niezrównana biegłość, jaką osiągnął w języku, który przecież nie był jego ojczystym, jest jednym z największych cudów w historii literatury. Trudno się z tym nie zgodzić. Nie tylko fabuła, ale i styl wyróżniały go na tle współczesnych i stały się inspiracją dla takich pisarzy jak Fitzgerald, Faulkner, Hemingway, Orwell czy Golding[1]  – każdy z nich ma jakąś książkę na liście Modern Library. Sam Conrad znalazł się na niej aż cztery razy, nie udało się to nikomu innemu. Jądro Ciemności (Heart of Darkness) jest lekturą w większości szkół krajów anglosaskich, na jego podstawie nakręcono oskarowy Czas Apokalipsy (więcej o tej książce i filmie napiszę w recenzji im poświęconej), powstało też kilkadziesiąt ekranizacji innych powieści.

Wiesz od razu, że autor miał spory wpływ na rozwój kultury i popkultury, gdy znajdujesz artykuł o nim na Wiki poświęconej ksenomorfom. Okazuje się, że seria Obcy zawiera sporo aluzji do książek Conrada. Dobrym przykładem jest pierwszy film, Obcy – 8. pasażer Nostromo, w reżyserii Ridleya Scotta. Nostromo, nazwa statku, gdzie większość wydarzeń ma miejsce, wzięła się od imienia bohatera powieści Conrada (Nostromo, właśnie). Podobnie wygląda to w przypadku nazw wielu innych jednostek w filmach, grach czy komiksach o Obcym (pełną listę odniesień macie w linku powyżej).

Ok, cztery akapity tekstu i wciąż ani słowa o Lordzie Jimie. Pora zaczynać. I nie martwcie się, nie zapomniałem o Piłsudskim.

Widziałem, jak w Sieci nazywano Conrada świętą krową. Pisarzem, którego renoma jest tak wielka, że ludzie czasem boją się po prostu powiedzieć, że jego twórczość nie jest aż tak dobra. Jak to wygląda z mojej strony po lekturze Lorda Jima? Napisałem długi, pełen pochwał tekst, więc na pewno uwielbiam tę książkę, prawda? Cóż, nie do końca.

Powieść opisuje losy młodego Jima, marynarza, którego w kluczowym momencie zawodzi odwaga i świadomość tego nie daje mu ani chwili spokoju. Miał się za honorowego człowieka, ale zawiódł w najważniejszym momencie. Reszta książki to jego próby zrehabilitowania się we własnych oczach. Mamy więc świetny temat, rozterki psychologiczno-moralne o uniwersalnej naturze, nieobce żadnemu człowiekowi. W zachowaniu Jima każdy z nas może się przejrzeć, wielu z nas nosi w pamięci wspomnienia sytuacji, gdzie chcielibyśmy zachować się inaczej. Kibicujemy bohaterowi, współczujemy mu i trochę się utożsamiamy. Brzmi świetnie, prawda?

Ale problem polega na tym, że sposób prowadzenia narracji przez Conrada nie zawsze jest bardzo strawny. Mieliście Jądro Ciemności w szkole średniej, na pewno wiecie, o czym mówię. Wysmakowane i przemawiające do wyobraźni opisy z czasem zaczynamy nazywać w głowie rozwlekłymi i spowalniającymi akcję. Niejedna charakterystyka krajobrazu czy postaci zachwyca, ale na jakimś etapie zaczęło mnie to nużyć. To, w jaki sposób wszystko zostało opowiedziane, jest (bardzo subiektywnym) minusem.

Sama fabuła przemawia do nas, tak jak przemawiała do wielu przed nami. Jak mówi Zdzisław Najder[2]:

To była kultowa książka żołnierzy Armii Krajowej: o wierności, która nie czeka na nagrodę, bo najważniejsze jest związane z nią poczucie wartości, godności.

I jak czytamy w Rzeczpospolitej[3]:

Michał Filipczuk wydobył całe filozoficzne bogactwo książki, która, nawiasem mówiąc, była ostatnią lekturą Józefa Piłsudskiego – uważa literaturoznawca. – „Lorda Jima” znaleziono na stoliku w pokoju, w którym Marszałek umarł.

Być może wszystko sprowadza się do tego, że historia jest bardzo dobra, ale język trochę się zestarzał i jedno niezbyt pasuje do drugiego? Może współczesnemu pokoleniu przydałby się jakiś nowy prąd literacki, w którym pisano by o starych prawdach w nowy sposób? Albo Jim nie jest taki zły, tylko trzeba do niego dorosnąć choć trochę – czytałem go parę lat temu.

Czy warto przeczytać tę książkę? Na dzień dzisiejszy stanowczo odpowiadam: no, można.

  1. https://en.wikipedia.org/wiki/Joseph_Conrad#Legacy
  2. https://ksiazki.wp.pl/conrad-nic-nie-zrobi-dla-polski-6145960701298817a
  3. http://www.rp.pl/artykul/411784-Nowe-lustro-dla-lorda-Jima.html

10 uwag do wpisu “„Lord Jim”. Joseph Conrad, czyli co łączy Józefa Piłsudskiego z filmami o Obcym?

  1. Do you think it was a good thing that he chose to write in english? (your opinion is not clear from the post)
    For me, it’s important to analyze and translate novels into philosophical ideas and values. Like what does it mean that a character chose to do x, is he prioritizing his need for belonging, is he being authentic, does he have good logic etc. Same goes for the influence an author had on future generations, more interested in the philosophical concepts passed on rather than aesthetics or name tributes.
    Also I learned a lot from Ayn Rand, would recommend reading „Atlas Shrugged”, the first half of the book is worth.

    Polubienie

    • Hi, vlad! It’s the first comment on this blog, so it’s kind of a breakthrough for me.
      I don’t mind Conrad writing in English – I consider it neither good nor bad thing. I partly understand Orzeszkowa and other accusers as well: Poland lost its independence and writing about the country’s situation was considered as much important as real combat. But in the end, every one of us should live a life he chooses.
      Actually, I share your opinion from the second paragraph. Name tributes et cetera are interesting (more or less) trivias, but we should be looking for ways books influenced future artists somewhere else. Next texts will go more in a direction of real influences and passed ideas (for example: „The Maltese Falcon” and film noir or „From Here to Eternity” and US military debunking). Anyway, Piłsudski is very popular political figure here in Poland and I found it curious that he’s somewhat (indirectly, but still) connected with the Alien.
      I read Atlas Shrugged somewhat like two years ago (learnt about it from the BioShock video game). I find it pretty compelling and liked most of it (but perhaps the first half more than the second one). Good to know somebody values it as well, because I see people bashing the book all the time on the Internet.

      Polubienie

    • Hej! Niestety, obecnie sesja na uczelni mnie zwyczajnie zabija. Myślę, że następny tekst pojawi się najwcześniej za tydzień.

      Mam już właściwie nowy tekst przygotowany, zahacza o Grę o Tron. Ale chciałbym jeszcze sprawdzić parę informacji, które tam przytaczam.

      Polubienie

  2. Ciekawy blog (niedawno odkryłem), dobra notka (właśnie przeczytałem)! Dla mnie „Lord Jim” jest jedną z książek, jak to mówię, eurekowych: W trakcie czytania trochę się nudziłem, momentami szło jak po grudzie. Ale summa summarum źle nie było. Po zakończeniu lektury i odłożeniu jej na półkę książka została mi jednak mocno w głowie, zapuściła korzenie w podświadomości i kilka tygodni później zawołałem nagle w duchu: „Przecież to było w gruncie rzeczy znakomite!”. Podobnie miałem m.in. z „Wahadłem Foucaulta” Umberta Eco i „W kraju niewiernych” Jacka Dukaja.

    W jakim przekładzie czytałeś „Lorda Jima”? Bo jest nowe, rzekomo bardzo dobre tłumaczenie Kłobukowskiego.

    Polubienie

    • Cześć! Cieszę się, że Jim jednak do niektórych ludzi trafia. Dla mnie tego rodzaju książką, która objawia swoją wielkość dopiero jakiś czas po jej zakończeniu, jest „Wściekłość i wrzask” Faulknera. Też jest na liście i kiedyś z ogromną chęcią o niej napiszę (to chyba teraz mój osobisty numer jeden).
      Nie pamiętam już, w jakim tłumaczeniu czytałem „Lorda Jima”, ale było to już parę lat temu, więc to pewnie nie Kłobukowski. Obecnie jestem w trakcie czytania „Secret Agent: A Simple Tale” Conrada w oryginale i jest to dużo strawniejsza lektura, niż się na początku obawiałem.

      Z Umberta Eco znam tylko Imię Róży (rzecz jasna), zaraz siadam do Twojego wpisu o Wahadle. A Dukaja bardzo lubię, jego monumentalny Lód to prawdziwa perła.

      Polubienie

      • O, chłopaki!
        Ja czytałem dawno temu przekład Zagórskiej (strasznie ciężkostrawny) i kilka lat temu Kłobukowskiego – bardzo dobry w odbiorze, choć przez niektórych krytykowany. Mnie – laikowi – wszedł gładko, „Kłobuk” świetnie wyczuł gawędziarski styl narracji Marlowa. Głębsza analiza jest nie ma moje siły, zwłaszcza że z oryginałem się nie zmierzę, ale Kłobukowski, jak pamiętam, stwierdził w wywiadzie a propos właśnie „Jima”, że „każda książka powinna doczekać się przynajmniej pięciu przekładów, bo każdy tłumaczy ją pod trochę innym kątem” i na przykład włoskich tłumaczeń „Jima” jest chyba 11.

        Wracając do Jima – Najder najwyżej stawiał przekład Michała Filipczuka. Zaś największą wadą wydania przekładu Kłobukowskiego, które czytałem (Znak), jest pominięcie przedmowy (dlaczego?!) i przypisów Najdera (to samo).

        Ja o „Jimie” (dość powierzchownie, bo dawno) pisałem tutaj. „Nostromo” czeka na półce, razem z „Korsarzem” i „Smugą cienia”.

        Polubienie

      • Ja dopiero co kupiłem sobie „Wybór prozy” Conrada wydany w serii Biblioteka Narodowa Ossolineum. Stare, kanoniczne tłumaczenia (m.in. Zagórskiej), ale przejrzane przez Najdera. Ponieważ jednak miałem na półce jakieś inne wersje „Lorda Jima” i „Jądra ciemności”, a nie lubię mnożyć bytów papierowych ponad potrzebę, to jadąc do Gdańska na urlop zabrałem je ze sobą i zostawiłem w bibliotece.

        ” i kilka lat temu Kłobukowskiego – bardzo dobry w odbiorze, choć przez niektórych krytykowany. Mnie – laikowi – wszedł gładko, „Kłobuk” świetnie wyczuł gawędziarski styl narracji Marlowa. ”

        No nie wiem, nie wiem, czytałem „Lorda Jima” w oryginale i powiem Ci, że Conrad pisał dość ciężko i gęsto. Dlatego odpowiada mi staroświecki styl Zagórskiej. „Ugawędowenie” tej powieści zakłóci jej ducha.

        2018-04-05 13:09 GMT+02:00 Modern Library Challenge :

        > Michał Stanek commented: „O, chłopaki! Ja czytałem dawno temu przekład > Zagórskiej (strasznie ciężkostrawny) i kilka lat temu Kłobukowskiego – > bardzo dobry w odbiorze, choć przez niektórych krytykowany. Mnie – laikowi > – wszedł gładko, „Kłobuk” świetnie wyczuł gawędziarski styl nar” >

        Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s