„Rzeźnia numer pięć, czyli Krucjata dziecięca, czyli Obowiązkowy taniec ze śmiercią”

Znalezione obrazy dla zapytania rzeźnia numer pięć

Dzisiaj porozmawiamy o książce, która jest naprawdę jedyna w swoim rodzaju. Takiego połączenia science-fiction i drugiej wojny światowej po prostu nie ma. Czy to czyni tę powieść na tyle dobrą, by umieścić ją na Liście Modern Library?

 

 

beleriand_map

Ruiny Drezna. Obecnie ocenia się, że zginęło wtedy ok. 20 000 cywilów. Szacuje się, że w wyniku bombardowań na terenie Rzeszy zginęło ich łącznie ponad 400 000.

Było mi strasznie trudno napisać tę recenzję i nie bardzo umiem wskazać palcem na powód. Mam jakiś ogólny zbiór przemyśleń na temat powieści, jej kontekstu literackiego i historycznego, moją w miarę konkretną ocenę. Ale trudno mi było złożyć to w jedną całość, wypracować spójne podejście. Nie czuję się winny: to książka, w której opis okropieństw drugiej wojny światowej przeplata się z relacją z pobytu na obcej planecie, gdzie pod okiem zaciekawionych kosmitów nasz bohater spędza upojne chwile z amerykańską gwiazdą filmową. Mamy tu całkiem poruszające opisy jenieckiej niedoli, zwłaszcza w przypadku jeńców sowieckich, ale elementy sci-fi przybierają na tyle zakręcone formy, że kojarzą się z historiami Stanisława Lema. Przed wydaniem bardziej ogólnego osądu opiszę najpierw oddzielnie te dwa tematy, żywiąc nadzieję, że takie ułatwienie nie świadczy o mojej nieudolności.

Książka opowiada historię życia Billy’ego, Amerykanina, który w czasie drugiej wojny światowej trafia do niemieckiego obozu jenieckiego, a następnie do Drezna, gdzie wraz z towarzyszami wykorzystywany jest jako siła robocza. Krótko potem miasto zostaje zrównane z ziemią na skutek bombardowań lotnictwa aliantów, dziesiątki tysięcy cywilów ginie, a cudem ocalały Bill wraca do domu. Warto wspomnieć, że w dużym stopniu losy Billy’ego w Europie odzwierciedlają to, co przydarzyło się samemu Vonnegutowi podczas wojny.

Bell_0

Biskup George Bell był jednym z nielicznych, którzy w Wielkiej Brytanii głośno sprzeciwiali się bombardowaniom niemieckich obiektów cywilnych. Tutaj znajdziecie świetny podcast BBC na temat jego życia. (Źródło zdjęcia)

Kwestia atakowania niemieckich celów cywilnych była tematem tabu w czasie wojny i długo po niej. Niewielu było takich, którzy wyrażali swój sprzeciw wobec takiej strategii, a po kapitulacji Niemiec temat został przemilczany zarówno przez media, jak i zachodnich historyków. Książka Vonneguta była jedną z pierwszych, która poruszała ten problem – i nie tylko ten. Była też jednym z pierwszych tekstów, gdzie przyznano, że ofiarami holokaustu byli również homoseksualiści. Swobodna forma, elementy fantastyczne i niewygodna prawda uczyniły Rzeźnię bardzo kontrowersyjnym tytułem, próbowano usunąć ją ze szkolnych bibliotek w USA i dyskredytować jej autora.

Znaczenie, jakie książka ma dla naszego zrozumienia wydarzeń drugiej wojny światowej, jest więc trudno do przecenienia. W swej tematyce zahacza właściwie o literaturę obozową (pobyt w obozie jenieckim, los sowieckich więźniów), której niestety bardzo brakuje na liście Modern Library. Bombardowanie niemieckich miast jest czymś, o czym rzadko się mówi także w Polsce, więc na pewno jest to książka, która może poszerzyć horyzonty niejednego czytelnika.

Jeśli chodzi o elementy sci-fi, przyznam od razu: miałem dość nierealistyczne oczekiwania. Kiedy przeczytałem, że książka jest mieszanką science-fiction i II wojny światowej, od razu do głowy przyszły mi do głowy artworki Tomasza Bagińskiego z niezrealizowanego nadal projektu Hardkor 44 – opowieści o cyborgach walczących w czasie powstania warszawskiego. Takie połączenie wydaje mi się szalenie interesujące, stary konflikt ukazany w nowych barwach, futurystyczne machiny pośród ruin naszej stolicy. Coś  w rodzaju Pamiętnika z powstania warszawskiego na sterydach. Elementy sci-fi w Rzeźni są jednak innego rodzaju, nie stanowią części wydarzeń, jakich bohater doświadcza na froncie w Europie, służą one głównie jako rama narracyjna. Cóż, nie ma co żywić urazy do Kurta Vonneguta o to, że postawił na innego konia. Samo podjęcie się ukazania grozy wojny w tak oryginalnej formie na pewno zasługuje na uznanie.

No dobrze, ale jak te dwa światy, wojny i fantastyki, współgrają ze sobą? Czy w moich oczach jest to ciekawa zabawa formą, nowatorski sposób ukazania ważnego problemu, a może bluźniercze zmieszanie realnej masakry i komicznej niemal historii o kosmitach? W jakimś stopniu – wszystko na raz. Śmiało mogę powiedzieć, że nigdy wcześniej nie czytałem czegoś takiego: przemieszczający się w czasie bohater to prawdziwe wyzwanie dla czytelnika, a jego przemyślenia na temat wojny, wzbogacone o filozofię istot z obcej planety, z pewnością robią wrażenie. Nikt wcześniej nie mówił tak o wojnie, a i później będzie trudno o tak oryginalne podejście. Jednak mimo wszystko taka forma trochę utrudniła mi przyswojenie antywojennego przekazu książki – narracja była przyjemnie lekka, ale absurdalne elementy wybijały z rytmu, nie pozwalały odczuć w pełni okropieństw, jakich świadkiem był bohater. Wiele było w powieści fragmentów, które po prostu nie wydawały mi się przesadnie ciekawe i marzyłem, by autor wrócił do wydarzeń, o których chciałbym się dowiedzieć więcej – zwłaszcza do obozu niemieckiego i Drezna.

pl004404

Niemiecki plakat propagandowy, ostrzegający przed bombowcami aliantów. (źródło) Inne ciekawe prace znajdziecie tutaj.

Co do samej kwestii bombardowania. Współcześni historycy (i nie tylko oni) wciąż spierają się, czy cele, jakie przyświecały aliantom podczas ataku (osłabienie morale ludności niemieckiej, załamanie potencjału przemysłowego Rzeszy przez pozbawienie domów robotników), zostały w zadowalającym stopniu wykonane. Inni zastanawiają się, czy takie działania można uzasadnić jakąkolwiek korzyścią militarną? Czy w ten sposób alianci nie dorównali barbarzyństwem nazistom? W jakim stopniu ludność niemiecka była odpowiedzialna za nazistowskie zbrodnie? Jak daleko w swej obronie może się posunąć zaatakowane państwo, czy ma prawo do zemsty? To pytania trudne, szczególnie w Polsce. Nasz kraj wycierpiał bardzo dużo ze strony hitlerowców i fakt, że tak rzadko zajmujemy się tematem bombardowania Drezna czy Hamburga naprawdę nie powinien dziwić. Ostatnie spory o rzekomo polskie obozy koncentracyjne tylko zachęcają do tego, by pielęgnować historię własnych krzywd, zamiast pochylać się nad cierpieniami doznanymi przez innych. To smutne, ale najwyraźniej jeszcze wiele czasu musi chyba upłynąć, nim za każdą winę zostanie wzięta odpowiedzialność, a każda krzywda zostanie nazwana po imieniu, niezależnie od tego, komu ją wyrządzono.

Rzeźnię numer pięć warto przeczytać. Porusza ważny, mało znany temat, a sposób jego przedstawienia to niepowtarzalny eksperyment, pełen dziwnego uroku. Tak wysoka pozycja książki na Liście wydaje się jednak drobną przesadą: jest na tyle dobrą powieścią, by zostać zauważoną przez wydawców Modern Library – ale nie należy do absolutnej pierwszej ligi.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s