„Listonosz zawsze dzwoni dwa razy” – zbrodnia i kara w słonecznej Kalifornii

Znalezione obrazy dla zapytania postman always ring twice

Ekranizacja z 1981 roku ze świetnym występem Jacka Nicholsona i Jessiki Lange

Kilka słów o jednej z najgłośniejszych powieści kryminalnych swoich czasów.   Jakie miejsce w amerykańskiej kulturze zajmuje restauracja typu diner? Dlaczego wielu wydawców było zachwyconych, gdy zakazywano sprzedaży ich książek w Bostonie? Na kim wzorowana była postać Comstocka z gry „Bioshock: Infinity”?

„Listonosz zawsze dzwoni dwa razy”, tak jak Flip i Flap, Charlie Chaplin czy King Kong (przed ekranizacją Petera Jacksona), zajmował dość szczególną szufladkę w mojej głowie. Znajdują się tam od dawna mi znane tytuły i nazwiska, które najpewniej wywarły duży wpływ na kulturę (oraz popkulturę), ale o których treści czy dokonaniach tak naprawdę nic nie wiem. Kojarzyłem wielką małpę, która z blondynką w łapie wspina się po Empire State Building. Byłem mniej więcej świadomy, że Flip i Flap oraz Chaplin to gwiazdy kina niemego. I zgadywałem, że „Listonosz zawsze dzwoni dwa razy” to klasyka powieści kryminalnej – ale nic więcej. Widząc ten tytuł na liście ucieszyła mnie więc myśl, że w końcu dowiem się, o co chodzi z tym listonoszem.

Choć książka Caina odniosła wielki sukces i jest popularna do dzisiaj, odnoszę wrażenie, że pozostaje ona nieco poza głównym nurtem powieści kryminalnej – czy raczej, nie wpisuje się w jej stereotypowe ramy. Historia nie opowiada o doświadczonym przez życie detektywie, który idąc ulicami wielkiego miasta snuje ponure przemyślenia na temat zbrodni, którą musi rozwikłać. To nie kolejny „Sokół maltański” (choć i tutaj mamy femme fatale). W tym przypadku całość obserwujemy oczami mordercy, który w pierwszoosobowej narracji zdradza nam swoje przemyślenia, plany, satysfakcję z popełnionego czynu, strach przed karą (to stąd Camus miał wziąć pomysł na swojego Obcego). Ogarnięty żądzą i chciwością, chce przez zabójstwo zdobyć dla siebie kobietę i pieniądze. Jeśli pamiętacie kodeks Haysa z poprzedniego wpisu, już na pewno zgadujecie ile było problemów z ekranizacją tej powieści. A i sama książka też miała wielu przeciwników, zwłaszcza w Bostonie, gdzie zakazano jej sprzedaży.

Na przełomie XIX i XX wieku w Stanach Zjednoczonych trudno było o bardziej konserwatywne miasto. Założone przez Purytanów, a potem często wybierane jako cel emigracji przez katolickich Irlandczyków, Boston pełen był ludzi bardzo religijnych, zdecydowanie przeciwnych epatowaniu seksualnością i przemocą w książkach czy filmach. Jego elity nie miały oporów przed zakazywaniem dzieł stojących w sprzeczności z poglądami większej części społeczności. I tak określenie banned in Boston stało się w Ameryce synonimem utworu kontrowersyjnego – co często zapewniało mu rozgłos w innych częściach kraju. Niektórzy wydawcy byli wręcz zadowoleni, gdy ich książkę spotykał taki los: była to darmowa reklama, przykuwająca uwagę tych, którzy w literaturze szukali nieortodoksyjnych treści.

Podobny obraz

Neoklasycystyczne budynki i purytańska mentalność mieszkańców Columbii były silnie inspirowane historią konserwatywnego Bostonu

Jednym z tamtejszych orędowników cenzury obyczajowej był polityk i inspektor United States Postal Service, Anthony Comstock: kompletny maniak, który strawił życie na próbie wyplenienia wszelkich obrazoburczych treści z amerykańskiej codzienności. Pod jego komendą palono książki, ilustracje, niszczono prasy drukarskie. Chwalił się, że jego działania doprowadziły do 4 000 aresztowań i 15 samobójstw (m.in. ludzi piszących książki na temat seksualności czy opowiadających się za prawem do aborcji). Jego postać stała się inspiracją dla twórców gry komputerowej „Bioshock: Infinity”. Comstock jest tam politycznym i religijnym przywódcą Columbii, unoszącego się w chmurach miasta, które odwiedza główny bohater.

Oryginalna i kontrowersyjna jak na owe czasy fabuła nie była jedynym elementem, który odróżnia dzieło Caina od innych powieści kryminalnych, będących zwiastunem przyszłego fenomenu filmów noir. Większość wydarzeń rozgrywa się w przydrożnej restauracji i choć trudno tu mówić o zupełnej jedności miejsca, to jednak ten zabieg odróżnia Listonosza od pokrewnych mu książek, których autorzy preferowali skakanie pomiędzy różnymi lokacjami wielkich metropolii, na przykład Nowego Yorku czy Los Angeles.

Podobny obraz

Typowy amerykański diner to także miejsce istotnych wydarzeń w „Pulp Fiction” Quentina Tarantino.

Fakt, że w powieści dużą rolę odgrywa amerykański diner, to dla mnie ogromny plus. Mała, niezależna restauracja przy autostradzie, czerwone kanapy, lada z nierdzewnej stali, pancakes i tyle kawy, ile można wypić – współczesna wersja średniowiecznej gospody, gdzie strudzeni wędrowcy zaznawali odpoczynku. Diner był także częstym miejscem spotkań młodzieży w latach sześćdziesiątych (zob. musical „Grease”), stając się przy tym symbolem prosperity i powszechnego optymizmu panującego wtedy w Ameryce. Bardzo mi to wszystko przemawia do wyobraźni i odwiedzenie takiego miejsca jest wysoko na mojej liście rzeczy do zrobienia, gdy w końcu udam się w wymarzoną podróż po Stanach. Może zdążę, nim wszystkie takie miejsca przegrają walkę z sieciami fast-food.

W książce zajazd prowadzi Grek i nie jest to sytuacja szczególnie wyjątkowa: imigranci z dawnej Hellady bardzo często zakładali tego rodzaju przybytki, zwłaszcza na wschodnim wybrzeżu (niejeden zbił na tym fortunę, realizując swój American Dream). Pamiętacie Greka z serialu The Wire?

Nie pisałem zbyt wiele na temat tego, co się właściwie dzieje w książce, nie chciałbym zdradzić zbyt wiele. I czy na początek czytelnik musi wiedzieć więcej ponad to, że jest to świetnie skrojona historia morderstwa, trzymająca w napięciu i zaskakująca śmiałością? Surowa, oszczędna narracja nadaje całości realizmu, którego nie spodziewałem się po książce pisanej w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Postacie są bardzo jednowymiarowe i niczym nas nie zaskoczą, ale taki już los pionierskich utworów: asertywny narwaniec, dociekliwy detektyw, intrygantka, śliski adwokat – poznaliśmy tych bohaterów już setki razy w opowieściach, które się Listonoszem inspirowały. Fabuła pozostaje jednak nietuzinkowa i mnie rozwój akcji niejednokrotnie zbił z tropu.

Czy dzieło Caina powinna znaleźć się na liście Modern Library? W mojej ocenie każda książka, która miała tak wielu przeciwników i wzbudziła tyle dyskusji, zasługuje co najmniej na zaszczytną wzmiankę. Sztuka powinna prowokować. Poza tym, nawet po tylu latach jest to wciąż szalenie wciągająca historia.

2 uwagi do wpisu “„Listonosz zawsze dzwoni dwa razy” – zbrodnia i kara w słonecznej Kalifornii

    • Niejaki Simply zauważył w komentarzu do Twojego wpisu bardzo ciekawą sprawę (o której sam bym wspomniał, gdybym o tym wiedział): już sama nazwa gatunku – film noir (nie jakieś black) – jest wyraźnym spoiwem łączącym amerykańskie kryminały tamtych czasów z francuskim egzystencjalizmem. 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s