„Świat zabawy”, czyli pieniądze to nie wszystko – bo liczy się też nazwisko

Patrząc na tematykę recenzowanych tutaj książek można pomyśleć, że blog mógłby równie dobrze nazywać się „Lista Modern Library, czyli różne oblicza Ameryki”. Mieliśmy tu już farmerów z Oklahomy zmagających się z wielkim kryzysem, zubożałą rodzinę plantatorów z Południa, morderstwo w dinerze przy kalifornijskiej autostradzie czy hawajską bazę wojskową. „Świat zabawy” to kolejna powieść udowadniająca, jak bardzo zróżnicowane jest amerykańskie społeczeństwo. Tym razem przyjrzymy się wyższym sferom Nowego Yorku.

Znalezione obrazy dla zapytania Ruth DeWitt Bukater

Typową przedstawicielką amerykańskiej arystokracji była matka Rose z Titanica. Choć pogrążona w długach, pogardzała nuworyszami w rodzaju Niezatapialnej Molly Brown.

Choć Stany Zjednoczone założono w oparciu o ideę republikańskiego egalitaryzmu, a koniec XIX i początek XX wieku był okresem społecznej mobilności i wschodzących fortun (jak w przypadku rodziny Rockefellerów czy Vanderbiltów, kolejno magnatów naftowych i kolejowych), wtedy także można się było tam natknąć na hermetyczne środowiska.

Na Wschodnim Wybrzeżu potomkowie pierwszych osadników w Nowym Świecie – plantatorów, handlarzy futrami czy właścicieli statków handlowych – utworzyli zamkniętą, majętną kastę (ang. Old Money), patrzącą z lekceważeniem na nowych „dorobkiewiczów”[1]. Sukces rekinów kapitalizmu nikomu tu nie imponował, wprost przeciwnie: według standardów tej specyficznej elity, jedynym nieuwłaczającym sposobem zdobycia majątku było jego odziedziczenie, bez brudzenia sobie rąk ciężką pracą. Nawet polityka uznawana była za zajęcie niegodne dżentelmena. Obdarzeni nazwiskiem i pieniędzmi znamienitych przodków, jej przedstawiciele większość czasu spędzali na wystawnych przyjęciach, grze w karty i wycieczkach na wieś czy do Europy. Rozrzutny tryb życia, niegospodarność i brak zaangażowania politycznego sprawiły ostatecznie, że zrujnowana arystokracja (określenie trochę umowne, bo szlacheckich tytułów nikt tam nie nosił) straciła na znaczeniu na początku dwudziestego wieku,  jednak w czasach świetności relacje z urządzanych przez nią balów czy wieści o zaręczynach trafiały na pierwsze strony gazet, a romanse i zdrady komentowało całe miasto. Ten dziwny świat, gdzie garstka ludzi żyła z królewskim przepychem w pierwszej demokracji na świecie, opisuje „Świat zabawy”.

Mam dziwną słabość do powieści obyczajowych, zwłaszcza gdy bohaterem zbiorowym są wyższe sfery. Da się taki rodzaj książek łatwo zdefiniować: nie ma właściwie żadnej akcji, a większość fabuły to kolejne bale, wzajemne odwiedziny, planowanie małżeństw oraz plotkowanie o tym, kto z kim ostatnio jechał powozem albo kto przyszedł na kolację w źle dobranym smokingu. A jednak jest w tym pewien urok, przynajmniej dla mnie: lubię pomału poznawać ten świat, znaczenie poszczególnych postaci, ich wzajemne relacje, ich przeszłość i aspiracje. Delikatna siatka powiązań i wpływów. Brakuje dramatycznych wydarzeń i efektownych scen, ale kameralna historia pozwala skupić się na bohaterach, dialogach i języku, a fakt, że bohaterowie to banda utracjuszy, daje pretekst do stworzenia malowniczych opisów rezydencji, strojów i wykwintnego jedzenia.

The painting depicts a rather grand scene of the pilgrims boarding a rowing boat to reach the Mayflower

Pielgrzymi ze statku Mayflower cumują w Plymouth Rock w 1620 roku, by założyć drugą w historii angielską osadę w Nowym Świecie. Arystokraci w następnych wiekach chętnie wywodzili od nich swoje pochodzenie, by przyozdobić swój szlachetny rodowód.

Ale największy urok tego typu historii tkwi oczywiści w momentach, kiedy ściśle określone etykietą i konwenansami Towarzystwo (ang. the Society) zaczyna pokazywać swoją prawdziwą, zakłamaną naturę – i wypunktowanie wszystkich skaz i hipokryzji nowojorskiej arystokracji jest jednym z głównym celów, jakie przyświecały autorce powieści. Co ciekawe, nie robi tego w sposób, którego moglibyśmy się spodziewać: nie konfrontuje zepsutego, rozkapryszonego środowiska z nowym, bezkompromisowym przybyszem, który bezpośredniością szokuje wszystkich wokół i niszczy zastany status quo. Głównym bohaterem jest Lily Bart, kobieta która czuje się w tym świecie jak ryba w wodzie, jest w komitywie z najbardziej wpływowymi ludźmi, umie się odnaleźć, potrafi oczarować mężczyzn i przekonać do siebie kobiety. Jej dużym strapieniem jest jednak brak pieniędzy, co powoduje, że bardzo zależy jej na jak najszybszym wyjściu za mąż za kogoś o odpowiednim statusie. Niestety, parę błędów i nadepnięcie na odcisku kilku niewłaściwym osobom sporo ją kosztuje i krzyżuje plany.

Powyższy opis chyba nie nastraja potencjalnego czytelnika pozytywnie do głównej bohaterki: jej priorytetem wydają się pieniądze i pozycja, dla których jest w stanie poświęcić szansę na prawdziwą miłość. Na jej obronę trzeba jednak powiedzieć: jaką alternatywę miała kobieta w tamtych czasach? Owszem, mogła zostać guwernantką, przepisywać listy na maszynie, mogła sama na siebie zarabiać i z podniesioną głową dożyć starości w biedzie. Ale ona wychowała się wśród wyższych sfer, dorastała na przyjęciach, żyła tym, czym żyli tamtejsi arystokraci. Uwielbiała ten świat. Pewnie byłoby szlachetnie z jej strony, gdyby umiała odtrącić jego zepsucie i żyć po swojemu, ale czasem chyba nie mamy dużej kontroli nad tym, czego pragniemy. Poza tym, Lily nie jest bezrefleksyjną konformistką bez serca: wie, co jest słuszne, potrafi narazić się na wiele bólu, byle zachować się jak trzeba. To naprawdę ciekawa postać, z którą trudno nie sympatyzować.

W jakim stopniu nasze cele są naprawdę nasze, a w jakim są po prostu konsekwencją wychowania, jakie odebraliśmy? Jeśli nie ulegniemy zasadom narzuconym przez społeczeństwo, wpadamy w konwencję buntu lansowanego przez popkulturę, muzykę i film. Jak u Gombrowicza, ucieczka od jednej maski zawsze kończy się założeniem drugiej. Czy istnieje możliwość poznania siebie na tyle dobrze, by podejmować decyzje zupełnie niezależne od czynników określonych przez geny, wychowanie i doświadczenia? A może gdy odejmiemy to wszystko, na końcu nie zostaje… nic? I wolna wola to takie nic. Wiem, wiem, wszyscy czytaliśmy już bardziej oryginalne przemyślenia.

Wróćmy jeszcze do książki. Czy krytyka Towarzystwa jest wartościowa? Niespecjalnie. Jak napisał Dough w swojej recenzji, pisarze trochę zbyt często rozwodzą się nad tym, jak to ci bogacze są sztuczni i nieszczęśliwi w głębi duszy. Jak anty-fani godzinami wertujący Internet w poszukiwaniu kompromitujących informacji na temat znienawidzonego celebryty. Trudno oprzeć się wrażeniu, że artyści moralną wyższość traktują czasami niczym nagrodę pocieszenia, pozwalającą zapomnieć na chwilę o niezapłaconych rachunkach. Życie to chyba jednak nie powieść Dickensa: w ubóstwie nie zawsze da się odnaleźć szlachetność, a sukces materialny nie zawsze skutkuje upadkiem moralnym. Ale to może takie rojenia młodego idealisty, który wierzy, że ciężką pracą da się do czegoś dojść.

Polecam „Świat zabawy”, ale nie wydarzyłaby się wielka niesprawiedliwość, gdyby ta akurat książka nie znalazła się na liście Modern Library, zwłaszcza, że jest tam jeszcze sporo tytułów o podobnej tematyce (jak popularny „Wielki Gatsby”, chociażby). Trochę postaci ciekawych, sporo papierowych i płaskich (ale spełniających swoją rolę), błyskotliwe spostrzeżenia autorki, interesujące spojrzenie na sytuację kobiet dawnej Ameryki i piękne zakończenie. Wystarczy, by uznać powieść za wartą Waszego czasu. Chyba że naprawdę nie możecie znieść powieści obyczajowych!

***

  1. Nie różnili się tym bardzo od swoich europejskich odpowiedników: pamiętacie „Lalkę” i niechętny stosunek wysadzonej z siodła szlachty do Wokulskiego?

2 uwagi do wpisu “„Świat zabawy”, czyli pieniądze to nie wszystko – bo liczy się też nazwisko

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s