„Nowy wspaniały świat” – czy bezpieczeństwo jest lepsze od wolności?

Znalezione obrazy dla zapytania brave new worldDługo zastanawiałem się, jak podejść do tej książki. Naprawdę trudno powiedzieć o niej coś nowego: wciąż jest bardzo popularna i regularnie przywoływana, gdy tylko pojawi się news sugerujący, że zrobiliśmy krok w kierunku ukazanego w niej świata. Blogerzy, zwłaszcza ci stojący w opozycji do działań rządu czy korporacji, popierają swoje argumenty stosownymi cytatami z powieści, graficy przygotowują ilustracje i wykresy konfrontujące rzeczywistość opisaną przez przez Huxleya z naszą, a zwykli użytkownicy Sieci wymieniają się tym wszystkim na reddicie czy wykopie – albo z poczucia misji, albo z chęci łatwego zdobycia paru internetowych punktów. Identycznie wygląda to w przypadku 1984 Orwella, z którym recenzowane dziś dzieło będzie pewnie porównywane do końca świata. Cieszy mnie, że Nowy wspaniały świat jest dalej popularny, bo z pewnością na  to zasługuje. Nie zmienia to jednak tego, że mam przed sobą twardy orzech do zgryzienia.Książka Huxleya to interesująca wizja tego, jak możemy skończyć jako gatunek i społeczeństwo. Obserwowany przez niego w życiu codziennym gwałtowny rozwój przemysłu i kultury masowej, a także rosnąca popularność psychodelików i bioinżynierii, doprowadziły go do wniosku, że w przyszłości rządy nie będą musiały uciekać się do pałek i karabinów, by kontrolować obywateli. Można ich zamiast tego odpowiednio zaprojektować, by zawsze byli posłuszni i nie chcieli żadnych przemian. Genetycznie przysposobieni do konkretnych zadań, nagradzani somą (narkotykiem dystrybuowanym przez państwo), zajęci konsumpcją nowych dóbr i oglądaniem kolejnych filmów, nie mają żadnego powodu, by kwestionować cokolwiek. Ludzie, wyhodowani z probówki, pozbawieni prawdziwej rodziny, chcą tylko spełniać swoje zadania i otrzymywać za to nagrodę w postaci narkotycznego transu i innych przyjemności.

Autor nie był teoretykiem w temacie środków odurzających, sam często używał ich w czasie pracy. Pod wpływem meskaliny napisał Drzwi percepcji, w której scharakteryzował właściwości tego specyfiku. Książka ta stanowiła biblię ruchu hippisowskiego w latach 60-tych, gdzie środki halucynogenne uznawano za sposób na uwolnienie umysłu i przekroczenie granic poznania. To od jej tytułu swoją nazwę wziął zespół The Doors. Ale Huxley widział w takich praktykach nie tylko szansę, ale też zagrożenie. Jeśli rządy wykorzystałyby używki po to, by kontrolować zwykłych ludzi, powstałaby pułapka, z której nie ma ucieczki.

Znalezione obrazy dla zapytania war of worlds

Pisząc swoją powieść, Huxley silnie inspirował się utopijnymi dziełami H.G. Wellsa, autora m.in. Wojny światów.

Nowy wspaniały świat porządnie namieszał mi w głowie przede wszystkim dlatego, że przez całą lekturę nie mogłem odpowiedź na pytanie: ale co jest właściwie złego w opisanej sytuacji? Wojny, głód i choroby ustały. Dalej istnieje hierarchia, ale ci znajdujący się na jej dole są genetycznie zaprojektowani tak, by im to nie przeszkadzało, ba, czerpią radość z tego, kim są. Błogosławionej somy starcza dla każdego, panuje radosna konsumpcja i swoboda obyczajowa. Nieliczni wizjonerzy trafiają na zsyłkę, ale co z tego? Nowe idee, książki czy wynalazki zniszczyłyby tylko dotychczasową harmonię, zbudowaną z takim trudem. To wcale nie brzmi jak antyutopia, wprost przeciwnie. Jak mówi Mufasa, przedstawiciel kasty rządzącej:

– Dziś świat jest stabilny. Ludzie są szczęśliwi; otrzymują wszystko, czego zapragną, a nigdy nie pragną czegoś, czego nie mogą otrzymać. Są zamożni, bezpieczni, zawsze zdrowi; nie boją się śmierci; żyją w stanie błogiej niewiedzy o namiętnościach i starości; nie prześladują ich matki i ojcowie; nie mają żon, dzieci, kochanków ani kochanek, budzących silne uczucia; są tak uwarunkowani, że praktycznie nie są w stanie postępować inaczej, niż powinni. A jeśli coś nie gra, pozostaje soma, którą pan, panie Dzikus, wyrzuca przez okno w imię wolności. Wolności! – Roześmiał się. – Oczekiwać od delt rozumienia, co to jest wolność!

Jeśli naszym celem jest powszechna szczęśliwość i bezpieczeństwo, to wolność jednostki wydaje się chwilowym, nieudanym eksperymentem, który stanowi przeszkodę w jego osiągnięciu. Po tysiącleciach służby bogom, królowi czy rodzinie należy raz jeszcze, dla większego dobra, zapomnieć o problematycznym indywidualizmie i zaufać państwowej machinie, niezmiennej i pełnej darów dla każdego obywatela.

Istnieją też argumenty przeciw takiemu rozumowaniu. Jakiś czas temu czytałem ciekawą rozprawę myśliciela z czasów oświecenia, Johna Stuarta Milla – O wolności. Możemy tam znaleźć taki fragment:

Ale chociaż nie wyrządzamy obecnie tyle złego tym, którzy są odmiennego od nas zdania, co niegdyś, nasze obchodzenie się z nimi szkodzi nam tak samo, jak dawniej.[…] Nasza wyłącznie społeczna nietolerancja nie zabija nikogo, nie wykorzenia opinii, lecz skłania ludzi do ukrywania ich lub powstrzymania się od wszelkich usiłowań ich rozpowszechnienia. […] W ten sposób utrzymuje się stan rzeczy bardzo zadowalający dla pewnych umysłów, gdyż nie pozwala zakłócić spokoju wszystkim panującym opiniom i to bez nieprzyjemnej procedury karania kogokolwiek grzywna lub wiezieniem, a jednocześnie nie zakazuje bezwzględnie kierowania się rozumem innowiercom dotkniętym choroba myślenia. Dogodny to plan dla uspokojenia świata intelektualnego i zachowania jego niezmienności. Ale cena, jaka płacimy za tego rodzaju intelektualna pacyfikacje, jest wyrzeczenie się całej odwagi moralnej ludzkiego umysłu. Stan rzeczy, przy którym wiele najbardziej czynnych i badawczych intelektów uważa za stosowne ukrywać w głębi ducha ogólne zasady i podstawy swych przekonań i usiłuje w swych publicznych wystąpieniach dopasować jak najwięcej swoich własnych wniosków do odrzuconych wewnętrznie przesłanek, nie może wydać szczerych, nieulękłych charakterów i logicznych, konsekwentnych intelektów, które były kiedyś ozdoba świata intelektualnego.

Jak dalej pisze Mill, charakter pojedynczego człowieka i ludzi jako ogółu kształtuje się w momencie podejmowania trudnych wyborów. Prawo do własnych decyzji, dobrych lub złych, to naturalna konsekwencja bycia wolnym człowiekiem. Wolność to jedyna (choć wyboista) droga ku temu, byśmy rozwijali się jako gatunek i kiedyś sięgnęli gwiazd – zgodzić się na utopię Huxleya byłoby tym samym co przyznać, że nasze istnienie nie ma większego sensu i możemy się już zatrzymać jako ludzkość.

Powyższe rozważania zajęły mi większość czasu, jeśli chodzi o przemyślenia na temat tej książki, ale to nie znaczy, że zupełnie zapomniałem o ostrzeżeniu, jakie ona stanowi. Zobojętniałem już trochę na ciągle powielane hasła głoszące, że zachwyt nad nowym modelem iPhone’a pokazuje nasze niewolnicze oddanie wobec konsumpcjonizmu, ale Huxley zgrabnie podkreśla, że sposobów kontroli jest wiele. Oddajmy na przykład głos  Johnowi Ehrlichmanowi, doradcy prezydenta USA Richarda Nixona (źródło):

Kampania Nixona w 1968 roku i jego Biały Dom w późniejszych latach miały dwóch wrogów: antywojenną lewicę i czarnych. Rozumiecie, o co mi chodzi? Wiedzieliśmy, że nie mogliśmy zakazać pacyfizmu czy bycia czarnym, ale mogliśmy sprawić, by opinia publiczna zaczęła kojarzyć hipisów z marihuaną a Afroamerykanów z heroiną, a potem, delegalizując te używki, mogliśmy ingerować w życie tych społeczności. Mogliśmy wsadzać do więzienia ich liderów, urządzać rajdy policyjne na ich domy, rozbijać spotkania i szkalować każdego wieczoru w wiadomościach. Czy wiedzieliśmy, że kłamaliśmy o narkotykach? Jasne, że tak.

Wypadałoby na koniec poświęcić akapit ogólnym wrażeniom z lektury. Huxley chciał nam powiedzieć coś ważnego – ale czy zrobił to w strawny dla czytelnika sposób? Cóż, jego dzieło na pewno przykuwa uwagę. Nowy wspaniały świat nigdy tak naprawdę nie przestaje nas zaskakiwać: na początku zupełnie oszałamia swoją odmiennością, by potem od czasu do czasu szokować opisem kolejnych dziwnych (dla nas) zdarzeń. W dodatku większość postaci traktuje opisywany stan rzeczy jako coś najnormalniejszego w świecie, co pogłębia naszą konsternację. Sama fabuła jest dość pretekstowa, jej rozwój ma służyć przede wszystkim zaprezentowaniu całej wizji autora – nie porywa, ale też nie przeszkadza i nie irytuje. Postacie robią głównie za nośniki konkretnych postaw, nie za bohaterów z krwi i kości, o których chciałoby się nam martwić (a mi o nich pisać). Tak naprawdę, cała jakość powieści tkwi w kreacji świata przedstawionego i ostrzeżeniu, jakie się w tym zawiera.

Nowy wspaniały świat to jedna z tych książek, które poleciłbym każdemu bez zastanowienia. Skłaniający do przemyśleń przekaz i pomysłowo opisana wizja przyszłości. Warto poznać.

4 uwagi do wpisu “„Nowy wspaniały świat” – czy bezpieczeństwo jest lepsze od wolności?

  1. „ale co jest właściwie złego w opisanej sytuacji?”
    Sam sobie odpowiadasz poniżej. Po pierwsze, społeczeństwo kontroluje „państwowa machina”, ludzie są „genetycznie zaprojektowani”. Tak długo jak na górze trwa oświecony absolutyzm, wszystko rzeczywiście będzie w porządku. Pomijając jednak fakt, że najlepsze intencje czasami nie przynoszą dobrych skutków, historia uczy nas także, że dyktatury są niestabilne i prędko się wyradzają. Po drugie, „zgodzić się na utopię Huxleya byłoby tym samym co przyznać, że nasze istnienie nie ma większego sensu i możemy się już zatrzymać jako ludzkość”.

    Możesz też zerknąć na eksperyment myślowy Nozicka z maszyną przyjemności.

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s