„Rok 1984” i Social Credit System w Chinach – Orwell na żywo czy kaczka dziennikarska?

bigbrother

Krótka recenzja książki „Rok 1984” i zawiłe wywody na temat przetwarzania danych przez chińskie korporacje. Będziecie zachwyceni. 

Z Rokiem 1984 sytuacja jest bardzo podobna do tej z Nowym Wspaniałym Światem, powtórzę się więc tylko w kilku słowach. Choć, naturalnie, popularność tej powieści bardzo mnie cieszy, to jednak napisanie o niej czegoś ciekawego, nie powtarzając przy tym setny raz tych samych prawd, jest nie lada wyzwaniem. To kolejna książka-ostrzeżenie, wizja przyszłości, której zwiastunów powinniśmy wypatrywać każdego dnia wokół siebie. Nie dziwi więc fakt, że jest często przywoływana. Ostatnio zauważyłem, że wspomina się o niej przy okazji artykułów dotyczących Social Credit System (Systemu Zaufania Społecznego? Systemu Wiarygodności Społecznej?) w Chinach, a że miałem okazję zgłębić ten temat w ramach zajęć na uczelni, postanowiłem wskazać trochę fałszywych założeń, które domyślnie przyjęto w różnych dyskusjach. Ale najpierw parę słów o samej powieści.

Picture_3

W każdym mieszkaniu w państwie Oceania znajduje się teleekran: nie dające się wyłączyć urządzenie, które emituje propagandę, jednocześnie inwigilując obywateli.

Orwell na pewno dostarcza nam nieco innej perspektywy od Huxleya: jako uczestnik wojny domowej w Hiszpanii i świadek wydarzeń drugiej wojny światowej, mógł z pierwszej ręki obserwować to, jak totalitaryzmy próbują zdobyć rząd dusz nad obywatelami. Jego wizja przyszłości nie wabi łatwo dostępnymi pokusami, nie obiecuje błogosławionego bezpieczeństwa i komfortu za cenę przereklamowanej wolności osobistej. Rok 1984 budzi grozę i wstręt: inwigilowani na każdym kroku mieszkańcy Oceanii, karmieni propagandą mającą odwrócić uwagę od fatalnych warunków życia, są niewolnikami Partii i Wielkiego Brata. Żadna nieprawomyślna opinia nie umknie uwadze Policji Myśli, ludzie o wywrotowych opiniach giną bez śladu, a wściekłość społeczeństwa znajduje ujście w nienawiści do wrogich reżimów i dywersantów, których niecne intencje dzień i noc opisują media. Niszczone są więzi rodzinne, a dzieci zachęcane są do donoszenia na swoich rodziców, jeśli ci podejrzanie się zachowują (echo propagandowej historii o Pawliku Morozowie, który miał wydać swoją rodzinę komunistom).

stalin.png

W świecie Orwella nieprawomyślnych obywateli likwidowano, a wszelkie ślady po nich (fotografie, artykuły, wpisy w encyklopedii) były usuwane lub zmieniane. Podobne przypadki znamy z historii: gdy szef NKWD Jeżow wypadł z łask Stalina, został rozstrzelany, a jego postać usunięto z oficjalnych zdjęć Wielkiego Przywódcy – dosłownie wymazując go z historii.

Najbardziej zapadł mi w pamieć pomysł kontrolowania społeczeństwa przez nowomowę. Zamiast pilnować, czy ktoś nie głosi nieprawomyślnych poglądów, lepiej wymazać ze słowników wszystkie słowa, które w ogóle umożliwiają ich zwerbalizowanie. Bez takich określeń jak wolność, honor czy nadzieja nie da się sformułować manifestu, który wstrząsnąłbym tłumem – wybitny człowiek mógłby wymyślić potrzebne słowa od nowa, ale zwykli ludzie nigdy go nie zrozumieją. Czy jest możliwe, by chociaż myśleć o oporze, skoro brakuje terminów umożliwiających ułożenie sobie w głowie tego, co nas otacza? Bardzo niepokojąca sprawa – choć trzeba przyznać, że sam pomysł jest genialny, jeśli zależy nam na trzymaniu populacji w ryzach.

Czy dzieło Orwella czytało się dobrze? Na pewno jest ono bliższe współczesnym powieściom niż „Nowy wspaniały świat” Huxleya, którego sposób prowadzenia historii wydaje się już dziś nieco archaiczny. Świat przedstawiony jest szokująco realny i prawdopodobny, jakby naprawdę mógł nas czekać za dwie, trzy dekady. Bohaterowie są pełnokrwiści i wiarygodni, kibicujemy Winstonowi i z uwagą śledzimy jego losy. Bardzo emocjonująca lektura.

Nie wiem, czy to bardzo widać, ale jestem strasznym książkowym snobem. Według mnie niektóre tytuły po prostu trzeba znać, jeśli się jako tako lubi literaturę i chce się w niej swobodnie poruszać. Więc jeśli lubisz i chcesz – masz przeczytać Rok 1984. To wszystko.

Chiński Social Credit System

Świat obiegła niedawno ciekawa informacja: do 2020 roku Chiny planują wprowadzenie systemu komputerowego przydzielającego każdemu obywatelowi ocenę liczbową, która określać będzie jego praworządność (czy raczej: jego podporządkowanie autorytatywnej władzy). Osoba z niską oceną może mieć trudności z dostaniem pożyczki, wyjechaniem z kraju na wakacje, uzyskaniem awansu w pracy i innymi sprawami. Osoba z oceną wysoką, ciesząca się zaufaniem władzy, będzie miała dostęp do różnych przywilejów. Jak miałby działać taki ranking? Wykorzystywałby on między innymi informacje jakie można zebrać na temat naszej działalności online (tzw. big data analysis): czy mamy w znajomych aktywnych opozycjonistów (źle – obywatel zna osoby o nieodpowiednich poglądach, więc sam też może je wyznawać), czy gramy w gry komputerowe (źle – obywatel jest nieproduktywny), czy pieluchy dla dziecka (dobrze – obywatel jest odpowiedzialny). Brzmi całkiem poważnie, prawda? Oczywiście media podchwyciły temat w łatwym do przewidzenia stylu.

orwell

W Polsce też niedawno zaczęto o tym pisać trochę więcej. Czy wyrażane w tych artykułach obawy są uzasadnione? Zacznijmy od samego, samego początku.

Choć przez ostatnie dziesięciolecia gospodarka Chińskiej Republiki Ludowej rozkwitła dzięki prywatyzacji, deregulacji rynku i zagranicznym inwestycjom, tamtejsza Rada Państwa wciąż pilnie baczy, by kraj rozwijał się w kierunku z góry określonym przez Partię. W ramach tzw. top-level design przygotowuje ona dyrektywy ogólnie nakreślające cele, jakie należy osiągnąć, a cała reszta, wraz ze szczegółami dotyczącymi implementacji danego rozwiązania, leży już w gestii administracji poszczególnych prowincji czy stref ekonomicznych. W ten sposób wypracowano sposób na efektywne wprowadzenie danego rozporządzenia, nie blokując przy tym drogi innowacjom.

Proces ten ilustruje dyrektywa o wprowadzeniu Chińskiego Systemu Kredytowego (Social Credit System) z 2014 roku. Jej tłumaczenie na angielski znajdziecie tutaj. Tak jak pisałem wyżej, dokument stanowi bardziej zarys celu, jaki ma zostać osiągnięty, niż konkretną specyfikacją rozwiązania.

Credit score określany w social credit system to nic innego jak zdolność kredytowa: liczbowa ocena wystawiona potencjalnemu kredytobiorcy, ustalana na podstawie jego zarobków i dawnych pożyczek, mająca pomóc bankowi zdecydować, czy warto udzielić danej osobie kredytu. W Ameryce np. bardzo popularny jest wskaźnik FICO, w Posce – BIK. Pomimo fenomenalnego rozwoju Chin, dalej nie ma tam uniwersalnego, oficjalnego systemu oceny zdolności kredytowej, co przez tamtejsze władze uznano za czynnik hamujący gospodarkę. Powszechna obawa przed oszustami zniechęca do ubijania nowych interesów – i stąd właśnie pomysł na wprowadzenie tej dyrektywy. Plan jest taki, by ranking stał się także istotnym czynnikiem definiującym wartość obywatela, jego uczciwość i zaradność finansową. Inną jego istotną częścią będzie możliwość ocenienia nie tylko jednostek, ale również prywatnych przedsiębiorstw. Na razie nie brzmi bardzo groźnie, prawda?

Inicjatywa była częścią wspieranego przez rząd procesu mającego na celu zwiększenie dostępu do małych pożyczek biznesowych i kredytów konsumenckich dla setek milionów Chińczyków, którzy nie mają dotąd żadnej historii kredytowej. Pekin początkowo planował wprowadzić system państwowy do roku 2020. (źródło)

Chiński rząd stosuje często tzw. podejście watch and learn: zachęca prywatne przedsiębiorstwa do wprowadzenia swoich rozwiązań danego problemu na własne potrzeby, by następnie zaadaptować na skalę państwową to, które sprawdziło się najlepiej. Tak też zrobiono w tym przypadku: w 2015 roku udzielono licencji ośmiu chińskim korporacjom, by przy pomocy dostępnych dla nich usług i danych wprowadziły tego rodzaju systemy oceny na swój użytek. Najszerszym echem odbiły się rozwiązania wprowadzone przez dwie z nich, Tencet (właściciel aplikacji WeChat z prawie miliardem użytkowników – czegoś w rodzaju chińskiej hybrydy Messangera i PayPala – oraz gry League of Legends) oraz koncern Alibaba Group (właściciel chińskiego odpowiednika Amazonu, ebaya i Facebooka, współdziała ściśle z chińskim Uberem – Didi Chuxing – i Tinderem – Baihe; w Polsce popularność zyskało zwłaszcza AliExpress do zakupów online). Trudno się dziwić: ci dwaj giganci usług internetowych mają dostęp do ogromnych ilości danych i sprytnie zaprojektowany algorytm może tu wiele zdziałać.

Znalezione obrazy dla zapytania nosedive black mirror

Odcinek „Nosedive” z serialu Black Mirror jest często przywoływany w kontekście SCS. Dobry odcinek, dobry serial.

Najwięcej kontrowersji wzbudził Sesame Credit System obmyślony przez Alibaba Group. Poniższy akapit zawiera fakty na temat jego działania, bez clickbaitowych, dystopijnych prognoz (pochlebiam więc sobie, że przyjąłem dość oryginalne podejście).

Systemu używa aplikacja płatnicza Alipay (ciut podobna do PayPala), która obecnie ma ponad 500 milionów użytkowników. Autorski algorytm raz w miesiącu aktualizuje prywatny credit score danej osoby na podstawie pięciu kategorii: zakupów poczynionych przez Alipay, danych osobistych (możliwość podania informacji na temat swojego wykształcenia, maila służbowego czy posiadanych nieruchomości), opłaconych na czas rachunków, opłaconych na czas płatności kartą kredytową oraz ilości znajomych na Alipay.

ping sesame credit 2

Pięciokąt pokazujący nasz credit score i to, jak radzimy sobie w każdej z kategorii. Przedział punktowy to 350-950.

Niska ocena daje nam raczej przeciętne bonusy, na przykład pięciodniowe konto premium na Baihe. Wraz z jej wzrostem mamy jednak dostęp do całkiem atrakcyjnych opcji: nie musimy wpłacać depozytu korzystając z serwisów do bookowania hoteli czy wypożyczania samochodów. Mając ponad 600 punktów może wziąć pożyczkę o wartości około 800 dolarów (do wykorzystania przez Alipay). Wysoki wskaźnik zwiększa także widoczność profilu na wspomnianym Baihe, a nawet staje się elementem budującym prestiż: prawie 100 000 ludzi pochwaliło się nim na portalach społecznościowych.

Kategoria „Znajomi” może budzić niepokój: chodzić może (tego nie jestem pewien, przyznaję) nie tylko o ich ilość, ale też jakość: osoby z wysoką oceną mają lepszy wpływ na twój ranking. „Zakupy” też kryją w sobie haczyk: oceniana jest nie tylko suma wydanych pieniędzy, ale także rodzaj kupowanych produktów: najwyraźniej część z nich świadczy lepiej lub gorzej o odpowiedzialności użytkownika. Świat obiegła poniższa wypowiedź Li Yingyuna, dyrektora technologicznego projektu (źródło):

[ktoś grający w gry komputerowe] 10 godzin dziennie […] uznany byłby za osobę bezczynną, zaś ktoś kupujący często pieluchy zostałby najpewniej wzięty za rodzica, więc odznaczałby się większą odpowiedzialnością.

sesame credit borrow umbrella china

Niezależne przedsiębiorstwa także robią użytek z Sesame Credit System. Na tabliczce napisano (podobno), że osoby z wysokim poziomem „zaufania” mogą za darmo pożyczyć parasolkę lub power banka! (źródło)

Jak to wygląda u konkurencji? Koncern Tencet jest właścicielem WeChat oraz QQ, komunikatorów i aplikacji płatniczych w jednym, używanych przez setki milionów ludzi w Chinach. Tencet Credit, system zaufania społecznego przygotowany przez tę korporację, ma podobne cele co rozwiązanie Alibaba Group, ale przy nadawaniu ratingu używa innych czynników. Pod uwagę miało być brane pięć enigmatycznych kategorii – honor, bezpieczeństwo, bogactwo, konsumpcja i sieć znajomych. Kryć się za tym miały takie rzeczy jak dane na temat płatności przy pomocy WeChat i QQ, posiadanych zasobów, spłaconych pożyczek i jakości naszej social network. Czym miałaby być owa jakość? Na pewno znajomi z wysokim ratingiem mieliby też dodatni wpływ na twój (coś w rodzaju algorytmu PageRank). Biorąc pod uwagę, że Tencet jest największym wydawcą gier na świecie, raczej niemożliwe jest, by granie na komputerze mogło skutkować ujemnymi punktami. Trudno jest ustalić cokolwiek więcej: wersję próbną systemu wycofano w ciągu dwudziestu czterech godzin od uruchomienia (źródło). Przedstawiciele koncernu wydali oświadczenie, według którego była to tylko wstępna przymiarka – nie zmienia to faktu, że obecnie Tencet nie posiada działającego komercyjnie systemu zaufania.

  • Wszystkie zasady, nagrody i kary obmyślone w ramach systemu Sesame Credit mają miejsce w ramach usług i produktów dostarczanych przez koncern Alibaba. Nie ma to nic wspólnego z działaniami władz i w swych zasadach nie różni się bardzo od programów lojalnościowych Amazona. Podobnie wyglądała sytuacja z Tencet Credit, który obecnie nie działa.
  • Żadna z powyższych praktyk dotyczących kryteriów nadawania oceny przez prywatne systemy nie została zaproponowana ani zaaprobowana przez rząd, to wszystko beta-testy niezależnych przedsiębiorstw.

Jak więc te dwa systemy prywatnych przedsiębiorstw, Sesame Credit System i Tencent Credit mają się do idei państwowego Social Credit System? Czy opisane wyżej rozwiązania przypadły do gustu rządowi na tyle, by wprowadzić je do oficjalnego systemu? Krótko mówiąc: nie.

  • Rząd Chiński nie udzielił żadnych nowych licencji na testowanie systemu oceny zdolności kredytowej w 2017 roku, z powodu (za Wikipedią) konfliktu interesów poszczególnych firm i ich niechęci do dzielenia się danymi między sobą. „Urzędnicy państwowi mają wątpliwości co do bezstronności i uczciwości systemów w rodzaju Sesame Credit, ponieważ są one zbyt ciasno splecione z biznesami konkretnych przedsiębiorstw” (źródło). Nie nakazano jednak zamknięcia już powstałych, prywatnych rozwiązań (źródło). Koncern Alibaba Group dalej używa swojego systemu, bo świetnie sprawdza się do jego potrzeb, ale robi to już bez błogosławieństwa władzy.
  • „Sesame Credit nie dzieli się punktami użytkownika, ani danymi z nimi powiązanymi, z żadnym innym podmiotem, w tym rządem, bez pozwolenia tego użytkownika” – zapewnia Hu Tao, Sesame Credit General Manager (źródło). Jasne, to może być tylko gra pod publiczkę, ale jedno jest pewne: użytkownicy są niechętni temu, by ich aktywność online miała wpływ na rządową ocenę ich osoby, korporacje są tego świadome i otwarcie temu zaprzeczają. Scenariusz, w którym rząd otwarcie kontroluje społeczeństwo poprzez koncerny usługowe, nie jest prawdopodobny.
  • Aktualnie państwowy Social Credit System jest budowany przez firmę Baihang Credit Scoring (źródło), co skutecznie kładzie kres pomysłowi, by wykorzystano któryś z prywatnych algorytmów. Co ciekawe, zalinkowany artykuł sugeruje nawet, że rząd obawia się konkurencji, jaką Sesame Credit System będzie stanowić dla oficjalnego rozwiązania!

Wygląda na to, że wiele portali informacyjnych pozbierało najbardziej soczyste fakty dotyczące kilku próbnych systemów przygotowanych przez prywatne firmy i dodało do tego nagłówek: Chiński rząd planuje zrobić to i to – w rzeczywistości jednak nie miał on wiele wspólnego z tym, jak te systemy wyglądają, poza daniem (i późniejszym odebraniem) błogosławieństwa na pobawienie się samym pomysłem.

  • Niektóre artykuły (przykład) niefortunnie połączyły temat SCS z innymi przykładami chińskiego autorytaryzmu. Opisano sytuację, gdy ludziom, którzy odmówili służby wojskowej, zakazano zapisania się na studia albo ich kontynuowania. Inni nie mogli kupić biletu lotniczego za granicę, bo nie spłacili jakiegoś zobowiązania. To wszystko najpewniej naprawdę się stało, ale takie artykuły przyjęły niepokojąco zwodnicze podejście: kilka akapitów obok takich rewelacji czytamy z przerażeniem o tym jak Sesame Credit System nadaje rating na podstawie tego, że wczoraj kupiłeś grę komputerową (co jest w zasadzie prawdą). Tylko że te dwa procesy (kara za niepójście do wojska, zmniejszony rating za kupno gry komputerowej) nie mają żadnych punktów wspólnych! Nic nie wskazuje na to, by rząd chciał czy mógł reagować na to, ile godzin spędziłeś wczoraj grając w League of Legends.
  • Podobnie zwodniczym zagraniem jest ciągłe nazywanie użytkowników Sesame Credit System obywatelami, sugerując w ten sposób relację obywatel – państwo, a nie klient – korporacja, jak jest w rzeczywistości.

Gdybym wszystko co napisałem miał spróbować podsumować w jednym zdaniu, wyglądałoby ono tak: prywatny Sesame Credit System i państwowa idea Chinese Credit System to dwa odrębne byty, mylnie utożsamiane ze sobą albo z niewiedzy, albo wyrachowanej chęci przykucia uwagi Internauty.

Odkładając systemy prywatne na bok…

Powyżej ukazałem, że wysnuwanie wniosków o Social Credit System na podstawie mechanizmów prywatnych systemów jest bardzo zwodnicze. Ale trzeba sobie jeszcze odpowiedzieć na pytanie: co jeśli rząd Chin i tak chce brać w swoim ratingu pod uwagę naszą działalność online – nasze zakupy, czas spędzony na grach komputerowych i to, czy nie udostępniamy żadnych niepokornych artykułów w mediach społecznościowych i że żaden z naszych znajomych tego nie robi? Wszechmocna Partia nie potrzebuje do tego pomocy przedsiębiorstw, prawda? Wchodzimy tutaj nieco w strefę domysłów, ale postarajmy się uporządkować fakty.

  • Każdy kto szukał informacji na ten temat natknął się na przewidywania, że na credit rate mogłyby mieć wpływ udostępnianie w mediach społecznościowych artykułów wymierzonych w rząd, czy nawet posiadanie znajomych, którzy to robią. Nic takiego nie ma miejsca w systemach prywatnych, a rządowa dyrektywa dotycząca planów co do SCS również nie zawiera żadnych informacji na ten temat.
  • Choć nagłówki artykułów sugerują co innego, nałożone dotychczas (za pomocą próbnych systemów zaufania czy innych narzędzi) kary na obywateli nie są konsekwencją ich „nieprawomyślności” i oporu wobec Partii. „Niepokorni nie mogą nawet jeździć pociągami…” pisze autor, by potem samemu przyznać, że chodzi po prostu o ludzi nagminnie jeżdżących na gapę. Pogrubionym tekstem pisze też o milionach, którym odmówiono możliwości latania samolotami czy jazdy superszybkimi pociągami. Ale czemu spotkał ich taki los? Odpowiedzi czytelnik musi sobie, niestety, poszukać sam. Ułatwię Wam sprawę (źródło):

    Raport wspomniany przez Global Timesa nie wskazuje dokładnie, na jakiej liście (lub listach) trzeba się było znaleźć, by otrzymać tak restrykcyjny zakaz podróżowania. […] Samoloty i pociągi nie mają żadnej specjalnej listy, o której byłoby nam wiadomo. Ale Business Insider donosi, że może chodzić o tę zawierającą dłużników: takie działanie dałoby pewność, że ci, którzy są winni pieniądze rządowi [bankowość jest w Chinach w większości znacjonalizowana – przyp. mój] nie uciekną od swoich zobowiązań.

    Lista ta istniała od końca roku 2013 – w ciągu pierwszych dwóch tygodni znalazło się na niej 30 000 nazwisk. Jak stwierdza Business Insider, do grudnia 2017 roku dodano tam 8.8 miliona dłużników. To tym osobom najpewniej odmówiono około 8.7 miliona lotów i 3.4 miliona podróży superszybkimi pociągami.

  • By stworzyć system oceniający obywateli na podstawie ich aktywności online, władze musiałyby mieć pełny dostęp do danych przechowywanych przez każdy chiński komunikator, aplikację mobilną czy serwer gier sieciowych. Tylko że tamtejsze koncerny to wcale nie posłuszne pieski Partii (jak wielu na Zachodzie wydaje się myśleć), które przyniosę jej te dane w zębach. Jak wspomniałem przy okazji Sesame Credit System, koncern Alibaba odcina się od pomysłu jawnej współpracy z rządem (który w prywatnych systemach widzi wręcz konkurencję dla państwowej opcji!). To nie są puste słowa (źródło):

    Koncern dąży jednak do tego, by nie być postrzeganym jako pionek w politycznej rozgrywce rządu. Międzynarodową kwaterę swojego działu przetwarzania w chmurze koncern Alibaba celowo umieścił w Singapurze, nie w Chinach, a jego europejskie centrum danych postawiono w Niemczech, podobno dlatego, że kraj ten ma najsilniejsze prawa ochrony danych w regionie.

  • Władze chińskie nie mają dużego zaufania do danych przechowywanych przez koncerny i nie wydają się w nich widzieć obiektywnej i uniwersalnej podstawy dla państwowego systemu (właściwe cytaty również opisywałem przy okazji Sesame Credit).
  • Alternatywą byłoby prowadzenie jednego, uniwersalnego serwisu kontrolowanego przez państwo, ale łamałoby to chińskie prawo antymonopolowe z 2008 roku. Powszechnie wiadomo, jak skończyły Demoludy z gospodarką centralnie sterowaną i nic nie wskazuje na to, by Państwo Środka chciało powtarzać ich błędy.

Czy to oznacza, że obywatele Chin mogą spać spokojnie? Nie byłbym aż takim optymistą. Wolność osobista w Republikach Ludowych zawsze miewała się kiepsko. Dalej nie wiemy, jak właściwie ten oficjalny, rządowy system będzie wyglądać w 2020 roku. Czułem jednak potrzebę pokazania, że tu i tam kogoś nieco poniosło przy pisaniu artykułów na ten temat. A może nie tyle poniosło, co ktoś całkiem sprytnie wydedukował, że taka narracja dobrze się sprzedaje (czy raczej klika), zwłaszcza gdy wspomni się Orwella w tytule.

Źródła

Ciężko się trochę przebić przez sensacjonalizm artykułów na głównych portalach informacyjnych. Jakby ktoś był zainteresowany dalszymi poszukiwaniami na własną rękę, to korzystałem z poniższych stron:

Wikipedia:

Dwa przenikliwe komentarze na reddicie, których autorzy próbują wyjaśnić, że udostępniany tam artykuł mija się z prawdą na temat SCS:

Tylko o Sesame Credit:

Tylko o Tencent Credit:

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s