„Zew krwi” – W zasadzie niegroźna

call-of-the-wind-jack-londonTrochę utknąłem przy tej recenzji. Z jednej strony, miałem straszną ochotę zająć się tą książką, z drugiej – nie bardzo wiedziałem, co dokładnie chciałbym o niej napisać. Chyba po prostu marzyły mi się odpoczynek od ciężkich tematów poruszanych ostatnio (Nowy wspaniały świat oraz 1984) i zajęcie tytułem o nieco swobodniejszej tematyce. Zew krwi wyglądał na idealnego kandydata.

Poza Folwarkiem zwierzęcym, książka Jacka Londona jest chyba jedyną pozycją z zestawienia Modern Library, której głównym bohaterem jest czworonóg i na ten moment wydaje mi się też, że jest to jedyna klasyczna powieść przygodowa na tej liście. Poznajemy w niej historię Bucka, ogromnego psa z Kalifornii (mieszańca bernardyna i owczarka niemieckiego), którego życie, dotychczas pełne wygód i beztroski, niespodziewanie zmienia się kompletnie: zostaje on porwany przez sługę swojego pana i sprzedany jako pies zaprzęgowy do Kanady.

Na przełomie XIX i XX ta część kontynentu przeżywała bardzo burzliwy okres. Gorączka złota panująca w prowincji Jukon, dotychczas prawie niezamieszkanej, ściągała dziesiątki tysięcy ludzi szukających szczęścia, nie tylko poszukiwaczy kruszcu, ale też tych, którzy postanowili dorobić się na świadczonym im usługach: fryzjerów, krawców, kucharzy, z czasem też redaktorów lokalnych gazet czy prostytutki. Drobne osady w rok zamieniały się w kilkunastotysięczne miasta, jeśli tylko w okolicy odkryto bogate złoża. Jednak surowy północny klimat i strome zbocza czyniły tradycyjny, konny transport towarów bardzo kłopotliwym: zwierzęta utykały w śniegu i wymagały sporo paszy, której ilość była ograniczona. Z tego powodu zdecydowano się na wykorzystanie psich zaprzęgów i choć silne, wytrwałe czworonogi świetnie się sprawdziły, to kosztowały też niemałe pieniądze. Prędko więc pojawili się ludzie, którzy woleli zdobyć zwierzęta metodą szybszą od żmudnej hodowli, by potem sprzedać je poszukiwaczom złota. I to sprowadza nas z powrotem do naszego bohatera.

1024px-Miners_climb_Chilkoot

Kolejka poszukiwaczy wspinających się na przełęcz Chilkoot. (źrodło)

Niedługo po znalezieniu się w nowym świecie Buck zdaje sobie sprawę (autor nie stroni od antropomorfizacji) z tego, że jeśli nie przystosuje się do sytuacji, zginie. Ogromne dystanse do pokonania, ciężar ładunku, śnieżyce, skąpe racje żywnościowe i ludzka niedbałość – w książce te przeszkody okazały się zgubą niejednego zwierzęcia. Nawet postój nie był wolny od niebezpieczeństw: na wpół zdziczałe psy bez przerwy wydzierały sobie nawzajem ochłapy mięsa i walczyły o pozycję w „stadzie”. Po wielu trudach Buck zaczyna się jednak odnajdować w tej rzeczywistości, tak innej niż ta, którą niedawno opuścił. Nabiera siły i wytrzymałości, uczy się zasad tam panujących, a nawet zawiera przyjaźnie z niektórymi właścicielami. Jednak z czasem oddala się od nich coraz bardziej, oderwany od cywilizacji, przestaje być zwierzęciem udomowionym i nabiera cech iście wilczych, co znajduje ostateczne potwierdzenie w zakończeniu.

comment_2v7mD2PiyYgjtYee751YpRhkPVeluEVI,w400

Według komiksów z Kaczorem Donaldem, Wujek Sknerus swoją pierwszą fortunę miał zdobyć właśnie dzięki kopalni złota w Jukonie (#intertekstualnosc).

London miał napisać tę powieść podczas kilkumiesięcznego pobytu w zimowym obozie niedaleko rzeki Klondike (sam też był poszukiwaczem złota). Nudę pustkowia urozmaicały mu tylko dwie książki: Raj utracony Miltona i O powstawaniu gatunków Darwina. I tak sobie myślę: czy w literackiej historii kontekstów i inspiracji istniało kiedyś równie doskonałe równanie? Raj utracony (utracone szczęście, tęsknota za dawnym spokojem) + O powstawaniu gatunków (to jak każdy z nas nosi cechy odziedziczone po przodkach) = Zew krwi (pies wyrwany ze swojej idylli musi odwołać się do prymitywnych instynktów, by przetrwać). Świetna sprawa. Ale dzieło to ma też swoje problemy.

Wstyd przyznać (bo to w końcu bajka o poczciwym psiaku – w jakimś stopniu), ale to była dla mnie dość ciężka lektura. Siłą rzeczy dialogów nie było tam prawie wcale i, choć ciekawie było zajrzeć do świata kanadyjskich poszukiwaczy złota (ciut innego od stereotypowych, słonecznych obrazów znanych chociażby ze Skarbu Sierra Madre), to jego liczne opisy wydały mi się mało plastyczne. Być może jednak nie da się przedstawić kolejnych podróży po białym pustkowiu w sposób przykuwający uwagę przez setki stron.

Tak sobie myślę, że książka w żadnym momencie nie wywołała u mnie emocji, a to chyba najcięższy grzech. Gdzieś w pamięci mam jeszcze nikłe wspomnienie tego, jakim przeżyciem w podstawówce była dla mnie lektura o tytule O psie, który jeździł koleją. Przygody Bucka poznałem parę miesięcy temu, a już teraz są mi kompletnie obojętne. Powieści przygodowe to raczej nie moja bajka, nigdy nie umiem dać się im ponieść.

Dziełu trzeba jednak oddać to, że na pewno dostarczyło ono niejednemu uczniowi przykładów do szkolnego wypracowania: mamy tu antropocentryzm (inspirowany Księgą dżungli Kiplinga), sielankę (bardzo popularny temat w ówczesnej amerykańskiej literaturze, por. Przygody Tomka Sawyera Twaina), apoteozę, symbolizm, naturalizm (który niedawno Zola zapoczątkował w Europie), prymitywizm i karykaturę Bildungsroman. Niektórzy odnajdują tu nawet marksizm, darwinizm czy nietzscheanizm. Do wyboru, do koloru. Przeczytałem również, że autor napisał potem książkę Biały kieł, stanowiącą rodzaj lustrzanego odbicia Zewu krwi: opowiada ona o wilku, który trafia do świata ludzi i pomału się z nim oswaja. Ciekawie pomyślane, choć i tak nie czuję wielkiej potrzeby, by zapoznać się bliżej z tą historią.

Pewnie dałoby się znaleźć dziesiątki książek, które bardziej od Zewu Krwi nadają się na listę Modern Library. Jako opowieść sama w sobie, a nie pretendent do miana klasyka wszech czasów, także broni się słabo. Końcowy werdykt: ujdzie w tłoku, ale nie ma rewelacji.

5 uwag do wpisu “„Zew krwi” – W zasadzie niegroźna

    • Czytałem w oryginale właśnie. Ale z drugiej strony: może jakiś polski tłumacz dał radę odświeżyć nieco książki Londona? Z tego co rozumiem, Biały kieł był kiedyś bardzo popularny wśród nastolatków (tak jak np. Chłopcy z placu broni).

      Spotkałem się z opinią, że narodowi, któremu najtrudniej jest czytać Szekspira, są… Anglicy. Bo nie mogą, jak w innych krajach, liczyć na tłumaczenia, które przystosują dawne sztuki do współczesnego języka. Może podobnie jest i tutaj.

      Polubienie

      • Dać Dukajowi, niech on odświeża. Tak by to szło:

        „Buck did not read the newspapers, or he would have known that trouble was brewing, not alone for himself, but for every tide-water dog, strong of muscle and with warm, long hair, from Puget Sound to San Diego. Because men, groping in the Arctic darkness, had found a yellow metal, and because steamship and transportation companies were booming the find, thousands of men were rushing into the Northland. These men wanted dogs, and the dogs they wanted were heavy dogs, with strong muscles by which to toil, and furry coats to protect them from the frost.”

        „Gazeta? Nie dla psa. Jakieś kłopoty. Hau hau, mięśnie się prężą, napinają, drgają pod długim, czarnym, gorącym włosiem. Kłopoty od Puget Sound po San Diego. Lśni-lśni, żółty-złoty, w mroku Arktyki. Parowiec prosto z jądra ciemności. Przybywają kurtze, tysiące kurtzów szturmuje Północ. Chcą psa, psa-mocarza, z naprężonymi mięśniami, do znoju, do gnoju, z mięśniami pod gorącym włosiem od lodu chroniącym”.

        Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s