„Kim”: Indie, szpiedzy i pociągi

210834Nie ma na liście Modern Library zbyt wielu powieści przygodowych i nawet nie dziwi mnie to jakoś specjalnie. Ostatnio recenzowany Zew krwi to jeden z nielicznych wyjątków, a dzisiaj chciałbym opowiedzieć trochę o kolejnym. Zapraszam do lektury wrażeń z lektury.

Kim należy do emocjonującego gatunku powieści szpiegowskich – ma jednak mało wspólnego z klasycznymi historiami o Agencie 007. Głównym bohaterem nie jest tutaj doświadczony przez życie agent o śnieżnobiałym uśmiechu, ale bezdomny chłopak, stopniowo uczący się tajników Wielkiej Gry toczonej w Indiach przez większość XIX wieku. Tym określeniem nazwano (między innymi dzięki książce, której recenzję teraz czytacie) pojedynek toczony między brytyjskim a rosyjskim wywiadem na terenie Indii, Afganistanu i innych państw tamtego regionu, gdzie dwa mocarstwa stale walczyły o wpływy, choć nie prowadziły ze sobą zbrojnego konfliktu. Dzisiaj historycy są zdania, że ta niejawna rywalizacja odbywała się głównie na polu dyplomatycznym, Kipling jednak rozpowszechnił jej bardziej efektowną wizję, dającą się dziś porównać ze współzawodnictwem CIA i KGB podczas zimnej wojny.

Nasz bohater, Kim, jest sierotą, której poza irlandzkich pochodzeniem bliżej jest do mieszkańców Indii niż do europejczyków. Wychowany na ulicy, doskonale wie jak przetrwać: która przekupka chętnie dzieli się z żebrakami jedzeniem, a która przegania ich z wrzaskiem, których policjantów lepiej unikać, gdzie można napić się czystej wody i tak dalej. Pewnego dnia spotyka nepalskiego mnicha, uduchowionego starca, z którym razem udaje się w podróż po Indiach w poszukiwaniu oświecenia. Ich podróże, napotkani ludzie (prawdziwa etniczna mozaika, Hindusi, Sikhowie, Anglicy, Afgańczycy), drzemanie w cieniu drzew mango, duszne metropolie Delphi czy Bombaju: wszystko to nadaje powieści klimatu i kolorytu, z którym nigdy wcześniej się nie spotkałem. Świat pełen biedy, ale i urodzaju, gdzie tysiące pielgrzymów są w stanie przeżyć z tego, co wyżebrzą podczas swych wędrówek.

Okładki dwóch książek Kiplinga, z roku 1919 (z widoczną swastyką) i z roku 1930 (po usunięciu swastyki). U angielskiego noblisty swastyka nawiązywała do indyjskiego znaczenia tego znaku, będącego symbolem pomyślności, jednak pisarz przestał jej używać, gdy zaczęto ją kojarzyć z nazistowskimi Niemcami (źródło: Wikipedia).

Na pewno każdy kojarzy jedną historię Kiplinga: Księgę dżungli, zbiór opowiadań o chłopcu Mowgli i upersonifikowanych zwierzętach (tygrysie, wilkach i innych), z którymi ten wchodzi w interakcję. Autor, po spędzeniu większości lat młodzieńczych w brytyjskich Indiach, dobrze zbadał tamtejszy folklor, zwyczaje i opowieści miejscowych, a także przyrodę i geografię kraju. Było mu dane poznać tamtejsze społeczeństwo w epoce jego gwałtownych przemian, gdy industrializacja przeprowadzona przez angielskich kolonizatorów na zawsze zmieniła oblicze Półwyspu. Najwyraźniejszym znakiem nowych czasów były pociągi, które połączyły ze sobą wszystkie tamtejsze prowincje.

W ciągu ostatniego roku najwięcej postępów w czytaniu książek robiłem podczas żmudnej podróży z Gdańska do mojego domu rodzinnego w Suwałkach. Preferuję pociągi, bo moim zdaniem są najwygodniejsze, ale i z tą wygodą różnie bywało. I tak zdarzało mi się czytać w cudownie chłodnym, klimatyzowanym wnętrzu bezprzedziałowego wagonu, w moich oczach nieodróżnialnego od Pendolino (którego w tej części kraju oczywiście nie uświadczycie), ale bywało też, że kisiłem się z siedmioma innymi osobami w pozbawionym klimy przedziale w trzydziestu stopniach. Albo siedziałem/stałem na korytarzu, przestępując z nogi na nogę i odklejając przy tym z trudem podeszwy od lepkiej podłogi. Czy istnieją lepsze warunki do poznawania przygód Kima, który wielokrotnie przemierzał Indie niedawno zbudowaną przez Brytyjczyków koleją żelazną?

Wiersz Brzemię białego człowieka to jeden z najbardziej znanych i dzisiaj najbardziej kontrowersyjnych utworów Kiplinga. W utworze niektórzy widzą naturalną pochwałę rosnącego w siłę mocarstwa, przynoszącego rozwój i cywilizację innym narodom, obecnie jednak większość dostrzega w nim próbę uzasadnienia imperializmu i podziałów rasowych.

Chłopak próbujący znaleźć swoje miejsce w świecie, tajemniczy mistrz, barwna sceneria. Wszystko to wydaje się idealnym przepisem na zgrabną powieść przygodową, a przecież na początku wspomniałem, że Kim to, chociaż w jakiejś części, powieść szpiegowska – więc jak to w końcu jest? Chciałbym lekko napisać, że jest po prostu jednym i drugim, ale w gruncie rzeczy bliższym prawdy mogłoby być stwierdzenie, że nie należy on w pełni do żadnego z tych gatunków. Tak naprawdę realnej akcji: pościgów, strzelanin, morderstw, nie ma tam zbyt wiele. Nasz bohater nie skacze z grzbietu pędzącego słonia na dach pociągu, nie otruwa rosyjskich dygnitarzy. Nie uwodzi nawet żadnej hinduskiej księżniczki! Książka w ogromnej części to po prostu relacja z podróży po Indiach i okolic, oparta na więzi łączącej młodego chłopaka z jego nauczycielem – którego niewinność i prostota nierzadko sprawiają, że to jego uczeń musi się nim opiekować, a nie na odwrót.

Ta opowieść to nie James Bond w Indiach, jest bardziej skupiona na nastrojowych momentach a nie wartkiej akcji. Ale elementy szpiegowskie też się pojawiają, poznajemy tajniki pracy tamtejszego wywiadu (sprytnie zakamuflowanego jako towarzystwo etnograficzne), wraz z emocjonującym punktem kulminacyjnym. Momenty zagrożenia pojawiają się rzadko i dochodzimy do nich niespiesznie – ale może dzięki temu tym bardziej przykuwają naszą uwagę, gdy już mają miejsce. 

Indie to fascynujący, bardzo stary kraj, który bogactwem historii mógłby zawstydzić niejedno europejskie państwo. Epos Mahabharata, który tam powstał, jest dziesięć razy dłuższy od Iliady i Odysei razem wziętych, a z Kamasutry da się wydobyć kilka ciekawych wskazówek na temat równowagi w życiu i małżeństwie, jeśli tylko nie ograniczymy się do pospiesznego kartkowania ostatniego rozdziału o pozycjach seksualnych, z którego ta książka jest przede wszystkim kojarzona. Cieszę się, że Kipling opowiedział mi trochę o tym kraju, choć niejeden mógłby powiedzieć, że perspektywa białego kolonizatora jest ciut wypaczona i nieautentyczna.

Miałem opisać w zakończeniu rolę, jaką Kim odegrał w historii literatury: jego barwny opis epoki kolonializmu, narodziny powieści szpiegowskiej, ciekawie dobrany moment historyczny. Ale z Kima zapamiętam chyba przede wszystkim to, jak ciepła to była lektura: pełna przyjaźni i zwykłej ludzkiej przyzwoitości. To opowieść o tym, jak życzliwość wobec innych wzbogaca nasze życie. Zostawia przyjemny posmak i choćby dlatego warto ją poznać.

 

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s