„Władca much” – symbolizm zrobiony dobrze?

Odlany z brązu Rozzłoszczony chłopiec Vigelanda

Parę lat temu byłem w Oslo i choć miasto nie spodobało mi się za bardzo (trochę za mało starych budowli, których najczęściej szukam), to Park Vigelanda z pewnością utkwił mi w pamięci. Ponad dwieście rzeźb postaci w różnym wieku zachwyca dynamizmem, moją uwagę szczególnie zaś przykuły te, które przedstawiały dzieci w pozach tak odmiennych od tych, jakie zwykle spotykamy w sztuce. Zamiast beztroskich, niewinnych cherubinów widzimy tu zaciśnięte pięści i twarze wykrzywione złością. Do dziś trwają spory na temat tego, co artysta miał właściwie na myśli tworząc swoje dzieła, ja jednak na zawsze zapamiętam je jako przypomnienie, że w każdym z nas czai się trochę zła, nawet jeśli mamy za mało lat, by zdawać sobie z tego sprawę. Jest to także jeden z tematów poruszanych we Władcy much Williama Goldinga, którego recenzją dzisiaj się zajmiemy.

Podczas szkicowo zarysowanej wojny nuklearnej, na bezludnej tropikalnej wyspie rozbija się samolot z grupą brytyjskich chłopców. Żaden dorosły nie przeżywa katastrofy i dzieci muszą same sobie radzić. Książka więc w swoich początkowych założeniach nie różni się bardzo od Przypadków Robinsona Crusoe (1719) czy Tajemniczej wyspy (1874), pierwsze różnice pojawiają się jednak bardzo szybko. Poprzednicy Goldinga uważali, że człowiek cywilizowany, nawet pozostawiony samemu sobie, jest w stanie wykorzystać wpojoną mu przez społeczeństwo wiedzę i etykę, by poradzić sobie w trudnej sytuacji. On sam jednak, jako świadek wydarzeń II wojny światowej, nie był takim optymistą, jeśli chodzi o prawdziwą naturę człowieka.

Grupa młodych rozbitków to prawdziwa mozaika charakterów. Mamy Ralpha, charyzmatycznego i odważnego, urodzonego przywódcę. Konsekwentnie realizuje plan mający na celu wydostanie się z wyspy, brakuje mu jednak umiejętności, by przekonać do swoich racji pozostałych chłopców. Mimo początkowej popularności, pozostali odwracają się od niego w czasie kolejnych kryzysowych sytuacji. Pozostaje przy nim tylko Prosiaczek, niezdarny okularnik, inteligentny i pomysłowy, jednak ciągle wyśmiewany przez innych chłopców. Jack jest głównym przeciwnikiem Ralpha i bardzo się od niego różni: brak nadzoru dorosłych budzi w nim najgorsze, najbardziej prymitywne instynkty. Nie obchodzi go ratunek ani demokratyczne podejmowanie decyzji, do czego dąży Ralph. Chce rządzić, polować, chce czuć się silny i niezależny. Jakby na uboczu tego wszystkiego jest Simon, cichy chłopak o dobrym sercu, symbolizujący to, co w ludziach najlepsze.

Ongeluckige_voyagie_vant_schip_Batavia_(Plate_3)

Co ciekawe, snując rozważania na temat tego, jak mogłaby zachować się odcięta od cywilizacji społeczność, nie musimy opierać się wyłącznie na domysłach: możemy też sięgnąć do prawdziwych wydarzeń. W 1628 na wyspie niedaleko Australii rozbił się statek Batavia. Grupa buntowników szybko przejęła kontrolę nad całą bronią i rozpoczęła rządy terroru, zabijając wszystkich, którzy im się sprzeciwili, najpierw argumentując to koniecznością zachowania porządku, by z czasem mordować dla zabawy, wręcz z nudów. Nim nadeszła pomoc z zewnątrz, śmierć poniosło ponad stu mężczyzn, kobiet i dzieci.

Golding, ukazując nam rozkład tej małej społeczności, która nękana strachem i niepewnością odwraca się od wyuczonego porządku na rzecz atawistycznej dzikości, nie pozostawia nam złudzeń. W trudnych czasach autorytaryzm i myślenie stadne są bardzo kuszące: dają szybkie, proste odpowiedzi i poczucie bezpieczeństwa, w przeciwieństwie do żmudnego procesu decyzyjnego w demokracji i indywidualizmu, którego tak trudno jest bronić. Łatwiej jest pomalować twarz w plemienne barwy i podążać za wodzem.

Ale powieść to nie tylko komentarz na temat polityki i dwudziestowiecznych totalitaryzmów, opisuje on także ludzi na mniejszą, osobistą skalę. W jakim stopniu cała nasza moralność i wiara w porządek to zbroja, z której możemy zostać odarci. Tytułowy Władca much (tłumaczenie z hebrajskiego imienia demona Belzebuba, utożsamianego niekiedy z szatanem) stanowi ucieleśnienie zła, które czai się w każdym. Co ciekawe, choć powieść z pewnością zasługuje na miano nowatorskiej, to nie jest ona pierwszą, która porusza tę tematykę. Orkan na Jamajce z 1929 roku również stanowi próbę odbrązowienia dzieciństwa, które, pomimo swej niewinności, potrafi obejmować niepokojące i trudno do przeniknięcia przez dorosłych zachowania. Innym utworem na temat tego, co zostaje z cywilizowanego człowieka, gdy go od tej cywilizacji oddalić, jest oczywiście Jądro ciemności Josepha Conrada. Obie te książki znajdują się na liście Modern Library, a sam Golding wyraźnie się nimi inspirował. Zresztą, by nie być gołosłownym, fragment z Jądra ciemności:

Widziałem, że [umierający Kurtz] otwierał szeroko usta – nadawało mu to wygląd niesamowicie żarłoczny, jakby chciał połknąć całe powietrze i całą ziemię, i wszystkich ludzi przed sobą.

I z Władcy much:

– Ostrzegam cię. Bo mogę stracić cierpliwość. Jesteś niepotrzebny. Rozumiesz? Zrobimy sobie zabawę na tej wyspie. Rozumiesz? Zrobimy sobie zabawę! Więc nie próbuj swoich sztuczek, mój biedny, wykolejony chłopcze, bo inaczej…

Simon patrzył w wielką paszczę, która ziała czernią, rozszerzającą się czernią.

– …Bo inaczej – mówił Władca Much – wykończymy cię.

Zrozumiałeś? Jack i Roger, i Maurice, i Robert, i Bill, i Prosiaczek, i Ralf. Wykończymy. Rozumiesz?

Simon znalazł się w paszczy. Upadł i stracił przytomność.

Z pewnością jest to wartościowa lektura, ale czy była przyjemna? Dla mnie – jak najbardziej. Niedawno skończyłem czytać tę książkę drugi raz i zdziwiłem się, jak bardzo zmieniło się moje podejście do Ralpha i Jacka. Przy pierwszym podejściu szybko zakodowało mi się w głowie, że pierwszy z nich jest dobry, a drugi zły, ale teraz nie jestem już tego taki pewien. Ralph potrafił być bardzo przykry wobec Prosiaczka, przez dłuższy czas nie dbał za bardzo o jego pomysły i przemyślenia. Miał dobre intencje, jeśli chodzi o grupę, ale jego nieudolne próby pokierowania tłumem były bardzo irytujące. Jack oczywiście dalej pozostaje w mojej ocenie niegodziwy i okrutny, ale był jakiś urok w tym, jak samotnie przemierzał wyspę, uczył się jej zasad i tajemnic. Mimo swych wad, każda z tych postaci miała jakieś cechy, które mogliśmy dostrzec w samych sobie. Początkowe relacje tych dwóch charakterów, gdy wydawało się, że naprawdę mogą zostać przyjaciółmi, były dość bolesne do obserwowania, gdy wiedziało się, jak to wszystko się skończy. Piękne czasy wspólnoty i spokoju, których znakiem była koncha, będąca niemal magicznym artefaktem z baśni.

Tak więc powieść ta broni się, poza przekazem, także ciekawymi, realistycznymi postaciami i tym, jak dynamicznie zmieniają się ich wzajemne relacje. Sama fabuła była raczej przewidywalna, ale to niespecjalnie dziwi – cała historia to właściwie jedna wielka przypowieść (określenie nie takie znowu na wyrost, biorąc pod uwagę jak wielu ludzi widzi w Simonie alegorię Chrystusa, w tropikalnej wyspie – Edenu i tak dalej). Ja się bawiłem dobrze. Polecam Wam Władcę much.

Lekcja_01.jpg

Minęło tyle lat, ale dla mnie Władca much chyba zawsze będzie kojarzyć się z emitowaną kiedyś polską bajką dla dorosłych – Włatcy móch. Na swój sposób jest ona całkiem zbliżona tematycznie do powieści – choć moja ostatnia próba odświeżenia sobie tej produkcji była raczej rozczarowująca.

3 uwagi do wpisu “„Władca much” – symbolizm zrobiony dobrze?

  1. Bardzo dobra recenzja, z której wszystkimi punktami się w zupełności zgadzam. Czytałem kilka lat temu i WM wywarł na niżej podpisanym duże wrażenie. Urzekł mnie sposób, w jaki Golding namalował grupowy portret swoich bohaterów. Na początku są przez chwilę bezradnymi dziećmi, szybko zamieniają się w „dzikich dorosłych” – w połowie lektury trudno wszak pamiętać, że oni mają po kilkanaście lat i powinni raczej dokazywać na placu zabaw – i nagle, w samej końcówce, gdy patrzymy na nich oczami tamtego marynarza, znów zamieniają się w dzieci. Majstersztyk percepcyjny.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s