„Sokół maltański”: jaskółka zwiastująca epokę filmu noir

maltese_falcon.jpg_replica_coa.jpgWłaściwie nie przepadam za kryminałami. Co jakiś czas przypominam sobie, że wypadałoby przeczytać choć jedną kultową powieść Agaty Christie, ale jak dotąd nic z tym postanowieniem nie zrobiłem (bo obejrzenie Orient Ekspresu w kinie raczej się nie liczy). Nie potrafię podać konkretnego powodu, sama formuła gatunku – gdzie osią fabuły zwykle jest jakaś tajemnica, którą rozwiązuje przenikliwy indywidualista – po prostu mnie nie pociąga. Sokoła maltańskiego Dashiella Hammetta oczywiście kojarzyłem (głównie z powodu ekranizacji), kiedy więc zobaczyłem ten tytuł na Liście, ucieszyłem się, że będzie okazja zapoznać się i z tym klasykiem, ale nie obiecywałem sobie zbyt wiele. I miło się zdziwiłem.

Hammettowi na pewno trzeba oddać to, że był idealną osobą do napisania powieści detektywistycznej: pracował w słynnej Agencji Pinkertona, jednej z pierwszych agencji detektywistycznych i ochroniarskich na świecie. Organizacja ta, założona w USA przez Allana Pinkertona (który zdobył sławę po tym, jak zdemaskował spisek mający na celu zamordowanie prezydenta Lincolna), w apogeum swej działalności miała więcej członków niż cała amerykańska armia. Jej agenci przemierzali cały kraj, od Dzikiego Zachodu po miasta na wschodnim wybrzeżu, tropiąc przestępców; inni członkowie znajdowali zatrudnienie przy ochronie różnych obiektów publicznych i prywatnych. Byli na przykład werbowani w charakterze łamistrajków podczas ogromnych protestów robotników i górników na przełomie XIX i XX wieku. Brutalne metody pacyfikacji rozruchów zapewniły agencji dość ponurą sławę.

<dygresja>Temat strajków (zwanych też Wojnami Węglowymi) w tamtych czasach w Ameryce jest doprawdy fascynujący i przerażający sam w sobie: w takiej bitwie o Blair Mointain w 1921 wzięło udział 10 000 górników (domagających się głównie prawa do zrzeszania w związki zawodowe), co czyni ją największym wystąpieniem przeciw rządowi od czasu wojny secesyjnej. Dochodziło do regularnych starć między protestującymi a policją. Wynajmowano prywatne samoloty zrzucające ładunki wybuchowe na strajkujących, a bombowce armii amerykańskiej dokonywały demonstracyjnych lotów rozpoznawczych. Rozruchy ostatecznie krwawo stłumiono, a sytuacja robotników poprawiła się dopiero w latach trzydziestych.</dygresja>

list-pinkerton-private-eyeWracając do dochodzeniowej strony działalności Agencji Pinkertona: jej detektywi przyczynili się do złapania wielu przestępców na terenie całego kraju, a same śledztwa szybko obrosły w legendy: w różnych tekstach kultury nie brakuje odniesień do ich dokonań. Spicer Lovejoy, osobisty ochroniarz narzeczonego Rose z Titanica, miał być byłym członkiem Agencji, podobnie jak Booker DeWitt z gry Bioshock: Infinity. Choć sam Hammett przyznaje, że jego protagonista nie jest wzorowany na żadnym z jego kolegów po fachu, a bardziej na wyidealizowanym obrazie własnej osoby, jaką wielu z nich miało, to jednak sama powieść na pewno zyskała na doświadczeniach życiowych swego autora.

Z dzisiejszego punktu widzenia fabuła książki nie wydaje się niczym wyjątkowym: detektyw Spade próbuje poznać tożsamość zabójcy swojego partnera, wikłając się przy tym w intrygę związaną z tajemniczą i niezwykle cenną figurką sokoła (typowym MacGuffinem – choć w tym przypadku bardziej wypadałoby mówić o sokole noweli). Śledztwo, gangsterzy, zwroty akcji, wszystko jest na swoim miejscu. Nie pozostawałoby nic innego, jak dać autorowi kilka dodatkowych punktów za bycie pionierem gatunku, odhaczyć tytuł na liście i zapomnieć o sprawie – gdyby nie jeden szczególny zabieg, na który Hammett się zdecydował.

Najpierw kilka sztywnych definicji (wytrzymajcie) stąd:

  • Omniscient third person narration. Narrator trzecioosobowy wszystkowiedzący. To określenie na pewno często gościło w Waszych szkolnych zeszytach. Narrator wie wszystko o wszystkich, znamy myśli i nastroje każdej postaci. Patrz: Władca Pierścieni.
  • Subjective third person narration. Subiektywna narracja trzecioosobowa jest najpopularniejsza we współczesnych powieściach: historię poznajemy z perspektywy głównego bohatera, wiemy, co się dzieje w jego głowie, a nastroje innych postaci poznajemy na skutek ich interakcji z naszym protagonistą. Pozostając przy fantasy: Harry Potter.
  • Objective (external) third person narration. Obiektywna (zewnętrzna) narracja trzecioosobowa jest powodem, dla którego musiałem zasięgnąć anglojęzycznego źródła. W Polsce przez narratora obiektywnego rozumie się najczęściej to, że jest on bezstronny i nikomu nie kibicuje – ale to nijak nie odróżnia go od poprzednich dwóch kategorii! Narrator może być przecież wszystkowiedzący i jednocześnie obojętny wobec losów głównego bohatera. Według angielskiej Wiki jednak, narrator obiektywny to coś innego: jest on „muchą na ścianie”, widzi jak wyglądają i co robią postacie, ale nic więcej. Nie wie, co myślą i czują. Historia pisana w ten sposób przypomina trochę scenariusz sztuki albo reportaż z gazety, nie ma zdań w stylu Ale jestem zmęczony – pomyślał Jack.

To właśnie ten trzeci sposób prowadzenia historii wykorzystał Hammett i jest to, przyznajcie sami, szalenie rzadki zabieg w literaturze. Mam wręcz wrażenie, że Sokół to jedyna książka napisana w tym stylu, jaką czytałem i było to naprawdę fantastyczne, nowe doświadczenie. Spójrzcie chociaż na ten fragment powieści, kiedy Spade właśnie wrócił z miejsca zbrodni, gdzie zamordowano jego partnera:

Malutki budzik wskazywał trzecią czterdzieści, kiedy Spade zapalił światło w swoim pokoju. Rzucił kapelusz i płaszcz na łóżko i wszedł do kuchni, a po chwili wrócił do sypialnego z kieliszkiem i wysoką butelką bacardi. Napełnił kieliszek i wypił stojąc. Postawił kieliszek wraz z butelką na stoliku, usiadł na brzegu łóżka i skręcił sobie papierosa.

I to wszystko, czego dowiadujemy się na temat tego, jakie uczucia towarzyszyły protagoniście w tej chwili. Jest bariera między nami i bohaterem, którą musimy przeniknąć. Czy chciałbym, by wszystkie książki były pisane w ten sposób? Nie, ale na pewno mogłoby być ich więcej (jak jakieś znacie, to dajcie znać). Niczym dogmat przyjmuje się czasem, że intymna, bliska relacja czytelnik-bohater jest wartością samą w sobie, którą każdy autor powinien budować, ale jak widać są alternatywy, które potrafią być równie intrygujące.

The Maltese Falcon  PosterSokoła warto przeczytać także z powodu ekranizacji z 1941 roku z Bogartem w roli głównej, która stała się wzorcowym filmem noir dla późniejszych twórców. Gatunek ten zawiera w sobie wszystko, co kojarzymy z typową powieścią kryminalną: detektywa w długim płaszczu, który przemierzając ponure uliczki wielkiego miasta stara się rozwikłać zawiłą intrygę, motyw femme fatale oraz brak wyraźnego podziału na dobro i zło. I choć stylistka takich dzieł w dużej mierze czerpała z ekspresjonizmu niemieckiego, to sam pomysł na historię i jej poprowadzenie jest mocno osadzony w założeniach, zgodnie z którymi Hammett zbudował swoją powieść. Mamy więc do czynienia z książką, która zdefiniowała bardzo płodny i szeroko znany gatunek filmowy – to robi wrażenie. Oczywiście, motywy tam zawarte zyskały na popularności dlatego, że stanowiły odzwierciedlenie ówczesnych nastrojów amerykańskiego społeczeństwa. Cytując Wikipedię:

Powstanie czarnego kina związane było z atmosferą pesymizmu i niepewności, jaka zapanowała w Stanach Zjednoczonych po II wojnie światowej, a także ze zmianami w amerykańskiej obyczajowości i tożsamości, jakie dokonywały się za sprawą gwałtownej industrializacji i urbanizacji kraju oraz pojawiania się społeczeństwa masowego i konsumpcyjnego. Z kolei charakterystyczna dla gatunku postać kobiety fatalnej, niszczącej mężczyzn stanowi wyraz nasilającego się w Ameryce po wojnie mizoginizmu, wynikającego z postępującej emancypacji kobiet, które uzyskały w tamtym okresie większą niezależność ekonomiczną i obyczajową.

Co ciekawe, film z Bogartem wcale nie był pierwszą ekranizacją powieści: po raz pierwszy przeniesiono ją na duży ekran w 1931 roku, a sam film zawierał w sobie treści (nagość, nawiązania do homoseksualizmu – zaczerpnięte z książki), które sprawiły, że nie udzielono zgody na jego ponowne wyświetlanie w 1936 roku. W Hollywood obowiązywał już wtedy kodeks Haysa (opisywałem go tutaj), z powodu którego bardzo surowo podchodzono do scen mogących mieć negatywny wpływ na kondycję moralną amerykańskiego społeczeństwa. Twórcy ekranizacji Sokoła z 1941 zrezygnowali kompletnie z „nieodpowiednich treści” w swojej wersji.

Moja końcowa ocena książki jest bardzo pozytywna. Historia potrafi zaskoczyć, mimo że oparto ją na założeniach dziś już wszystkim znanych, zaś narracja obiektywna po tylu latach nadal pozostaje oryginalnym, nietypowym rozwiązaniem. Trudno też nie docenić znaczenia, jakie utwór wywarł na kino i późniejsze powieści kryminalne. No po prostu nie ma się do czego przyczepić, wzorcowy klasyk. Polecam.

2 uwagi do wpisu “„Sokół maltański”: jaskółka zwiastująca epokę filmu noir

  1. Bardzo fajny wpis. Warto poznać pradziada tego płodnego gatunku, którego prawnuki tak szybko dorosły.
    Btw, David Robert Mitchell wypuścił właśnie nowy film czerpiący pełnymi garściami z noir. Coś dla geeków, miłośników LA, fanów rocka i komisków. Film niepozbawiony wad, ale masa nienachalnych popkulturowych smaczków wywołuje uśmiech na twarzy. Być może kiedyś pojawi się recenzja ;). Tajemnice Silver Lake – polecam. #nonsponsoredcontent

    Polubione przez 1 osoba

Odpowiedz na tocowkinie Anuluj pisanie odpowiedzi

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s