I’m singing in the rain, czyli „Mechaniczna pomarańcza”

Znalezione obrazy dla zapytania clockwork orange novelMało kto nie słyszał o Mechanicznej pomarańczy Anthony’ego Burgessa, głównie dzięki kultowej już ekranizacji Kubricka. Porażająca estetyka sceny w barze mlecznym Korova, włamanie do domu pisarza i groteskowe wykonanie Deszczowej piosenki, przerażający „zabieg resocjalizacyjny” przeprowadzony na głównym bohaterze: te fragmenty niejednemu utkwiły w pamięci. Film zyskał taką popularność, że czasem spotykam się z zaskoczeniem, gdy wspominam, że istnieje także książka – i choć trudno już rozmawiać o niej nie odnosząc się choć trochę do ekranizacji, to jednak głównym celem tego tekstu będzie omówienie literackiego pierwowzoru.

Pomimo zakończenia drugiej wojny światowej, Brytyjczycy w czasach Burgessa patrzyli w przyszłość z dużym pesymizmem. Zimna wojna, zmierzch Imperium, problemy gospodarcze (dopiero w 1954 roku w pełni zakończono racjonowanie żywności)  i rosnąca przestępczość, szczególnie wśród młodych – wszystko to prowadziły do obaw, które starano się także opisać na kartach powieści, co widzieliśmy już wcześniej w 1984 czy Władcy much. O ile jednak bohaterowie Orwella i Goldinga stoją w opozycji do opisywanego zła, to o protagoniście Mechanicznej pomarańczy trudno powiedzieć cokolwiek dobrego. Jest nim Alex, nastolatek mieszkający z rodzicami, który większość wolnego czasu spędza jako przywódca terroryzującego okolicę gangu.

Wykorzystana tu narracja pierwszoosobowa zwykle służy temu, byśmy łatwo zbliżyli się do głównego bohatera, tutaj jest jednak inaczej: ma na celu zaszokować czytelnika dokładnym opisem tego, w jaki sposób Alex patrzy na świat. Ze swoimi koleżkami nie napada ludzi z biedy czy po to, by coś udowodnić: postępuje tak dla zabawy, bez żadnych wyrzutów sumienia. Nie odróżniając dobra od zła, nonszalancko relacjonuje nam każdą okropność – robi po prostu to, na co ma ochotę, by potem udawać niewiniątko przed rodzicami i kuratorem. Jedyną jego normalną rozrywką jest słuchanie muzyki klasycznej, zwłaszcza Beethovena.

Znalezione obrazy dla zapytania mechaniczna pomarańcza

Pomimo tego, że chaos w świecie Aleksa rodzi wręcz post-apokaliptyczne skojarzenia, nieudolna władza kładzie w końcu ręce na naszym bohaterze. Eksperymentalny zabieg, mający na celu wyplenić z niego skłonności do przemocy, okazuje się jednak połowicznym sukcesem, a jego następstwa definiują drugą połowę książki. Dopiero w ostatnim rozdziale Aleks naprawdę się zmienia i, co ciekawe, amerykańscy wydawcy Mechanicznej pomarańczy uznali tę transformację za na tyle nierealistyczną, że zdecydowano się na usunięcie zakończenia z egzemplarzy drukowanych w Stanach.

Burgess krytykuje wiele rzeczy: współczesne społeczeństwo i kierunek, ku któremu wydaje się zmierzać, retorykę towarzyszącą dyskusji o trudnej młodzieży, koncepcje behawioralne czy oportunistycznych polityków. Pomimo tych ważnych tematów, książka nie zrobiłaby na mnie zbyt wielkiego wrażenia, gdyby nie interesujący eksperyment językowy, którego podjął się autor. Opisywana przez niego młodzież posługuje się nadsatem, sztucznym dialektem pełnym neologizmów, cockneyowskiego slangu rymowanego, etymologii ludowej i rosyjskich zapożyczeń (przepowiednia oparta na tym, jak silne w czasach Burgessa były ruchy lewicowe finansowane przez Związek Radziecki? sugestia, że historia toczy się po III wojnie światowej?). Do tej przedziwnej mieszanki z początku trudno jest się przyzwyczaić, wytrwały czytelnik jest jednak w stanie z czasem czerpać specyficzną przyjemność z tego, jak ubogaca ona świat przedstawiony.

Autorowi z pewnością nie brakowało wyobraźni przy tworzeniu swojego języka. Na przykład: chaplain ‚kapelan’ i Chaplin – od Charliego Chaplina – to w angielskim homonimy, zgodnie więc z zasadami slangu rymowanego (zastępowania jednego słowa innym, podobnie brzmiącym), Burgess wymyślił, by synonimem kapelana był Charlie Chaplin, w skrócie – Charlie. Jeśli chodzi o wpływy rosyjskiego, to znajdziemy w tekście słowo baboochka, którego polskim czytelnikom nie trzeba tłumaczyć. Tutaj znajdziecie więcej przykładów.

(źródło grafiki)

Co ciekawe, polski tłumacz Pomarańczy, Robert Stiller, poszedł jeszcze krok dalej od jej autora: stworzył bowiem aż dwa przekłady i dwie wersje nadsatu. Mechaniczna pomarańcza (tzw. wersja R) zachowała oryginalną koncepcję neologizmów i zapożyczeń z rosyjskiego. Myślę, że dla polskiego czytelnika ten wariant wydaje się trochę mniej efektowny z lingwistycznego punktu widzenia (polski i rosyjski trochę za bardzo ze sobą współgrają, a tu nie o harmonię chodzi), na swój sposób wydaje się jednak bardziej złowrogi przez swoje prawdopodobieństwo (zwłaszcza, że przekład powstał jeszcze w czasach PRL-u).

Lata później powstało kolejne tłumaczenie ręki Stillera: Nakręcana pomarańcza (wersja A), w której autor zdecydował się wymieszać język polski z angielskim, tłumacząc, że w czasach dominacji USA na świecie i postępującej globalizacji taka nowomowa wydaje się stanowić dużo prawdopodobniejszą wizję tego, jak w przyszłości może wyglądać język.

Tutaj znajdziecie nafaszerowany nadsatem fragment powieści, zarówno w oryginale, jak i w dwóch polskich wariantach tłumaczenia. Stiller miał też w planach wersję N z językiem niemieckim (Sprężynowa pomarańcza), ale ten projekt niestety nigdy nie doszedł do skutku.

Możliwość poznania powieści Burgessa na dwa sposoby to przywilej, którego nie ma chyba żaden inny czytelnik na świecie. Jednocześnie jestem pod dużym wrażeniem tego, że Stillerowi udało się w ogóle przepchnąć pomysł z wersją angielską – to przecież naprawdę duże odejście od oryginału. Nie polecałbym chyba przeczytania obu wersji jedna po drugiej (to byłoby pewnie równie pouczające, co męczące), ale jeśli znacie już Pomarańczę w jednym z tłumaczeń, to gorąco zachęcam do zapoznania się z drugim z nich, gdy najdzie Was ochota na kolejną lekturę.

Mechaniczna pomarańcza to określenie, które dzisiaj kojarzy już właściwie każdy, pojawia się w tekstach piosenek, dialogach filmowych, powstają nawet bary o tej nazwie. Jednak, jak wspomniałem na początku, wydaje mi się, że co najmniej w połowie jest to zasługa Kubricka i jego ekranizacji (której Burgessa nie znosił, nawiasem mówiąc – reżyser bowiem, wzorem amerykańskich wydawców, pominął oryginalne zakończenie; nota bene, brytyjski autor nawet książkę uważał za jedną z gorszych w swoim dorobku). Pomysł z „nowomową” podobał mi się, ale dopiero monumentalne dzieło Stillera wycisnęło z Pomarańczy, to co najciekawsze. Przyznaję, powieść czytałem już ładnych parę lat temu, ale nie pamiętam, by poza tym porwała mnie jakoś szczególnie mocno. Pewnie daję tu wyraz swojej ignorancji (być może powieść była przełomowym fenomenem, a ja nie jestem tego świadomy), ale chyba świat nie ucierpiałby za bardzo, gdyby Pomarańczy nie było na liście Modern Library.

Jedna uwaga do wpisu “I’m singing in the rain, czyli „Mechaniczna pomarańcza”

  1. Mnie się książka podobała, chociaż, owszem, film uważam za jeszcze lepszy, wybitny – największe dokonanie Kubricka obok „2001”. Kiedyś machnąłem recenzję „Nakręcanej pomarańczy” siląc się na nadsat. Możesz sprawdzić, jak mi wyszło. 🙂

    Polubienie

Odpowiedz na Borys Anuluj pisanie odpowiedzi

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s