„Folwark zwięrzecy” (i „O wolności prasy”)

fzRecenzja kolejnego (po Roku 1984) utworu George’a Orwella na liście Modern Library. Zajmiemy się tutaj także mniej znaną (bo pominiętą w wielu wydaniach) przedmową autora: esejem „O wolności prasy”, gdzie opisane zostają kulisy publikacji książki. 

Gdy byłem dzieckiem, lubiłem wertować podręczniki mojej nieco starszej siostry, szczególnie te od historii i języka polskiego. Książki z tego drugiego przedmiotu zawierały sporo krótkich opowiadań albo fragmentów powieści i niektóre z nich naprawdę mocno wbiły mi się w pamięć.

Była tam na przykład historia dziewczynki, która podczas spaceru zostaje zaczepiona przez tajemniczego nieznajomego, zdaje się przedstawiciela fabryki czy agenta reklamowego. Pokazywał oczarowanej bohaterce kolejne wspaniałe przedmioty, które sprzedawał: zabawki, kosmetyki, ubrania – wszystko to wysypywało się strumieniem z jego torby, która wydawała się nie mieć dna. Początkowy zachwyt dziewczyny zamienia się jednak w zdumienie, a potem przestrach: nieznajomy naprawdę wydawał się mieć przy sobie nieskończoną ilość dóbr, cała ich stera leżała już na chodniku i sięgała obojgu do kostek – a nowych rzeczy wciąż przybywało. „Możemy wyprodukować dla ciebie wszystko, wszystko! Już zawszę będziesz szczęśliwa!”. Ku przerażeniu bohaterki, mężczyzna zaczął wyciągać z torby… lalki, ogromne manekiny. Zapewniał ją, że w ich towarzystwie nie będzie już nigdy samotna. Zszokowana sytuacją bohaterka w końcu ucieka, biegnąc słyszy jeszcze kolejne wołania i namowy.

Dla dziesięciolatka ta historia była dość straszna, nie ukrywam. I niespodziewanie groteskowa, dziwna – bardziej niż jakiekolwiek twory romantyzmu przerabiane w liceum. Wiadomością w tej historii było pewnie ostrzeżenie przed konsumpcjonizmem, zjawiskiem dość nowym (albo zyskującym nowe kolory i zasięg?) w Polsce lat 90-tych.

Błędem byłoby napisanie, że prezentowanie poważnych tematów w bajkowej otoczce jest czymś nowych: robili to Andersen czy bracia Grimm, a nawet Ezop. Folwark zwierzęcy Orwella, temat dzisiejszego tekstu, można uznać za kolejną implementację tej metody. Z góry uprzedzam, że nie mam ochoty rozpisywać się specjalnie na temat fabuły książki, jej wartości literackiej, charakterystyki bohaterów i tak dalej. Zrobiono to już setki razy, w większości pewnie lepiej, niż ja bym potrafił. Chciałbym się więc głównie skupić na napisaniu czegoś o tym, jak długą drogę musiał przejść Folwark, nim w końcu udało się go opublikować.

Flaga Folwarku, skrzyżowane kopyto i róg, budzi skojarzenia z sierpem i młotem (źródło).

Chyba prawie każdy kojarzy o czym jest ta książka i jak wyraźną satyrę sowieckiej Rosji stanowi. Na polskiej Wikipedii możecie znaleźć ciekawe zestawienie tego, jak bohaterowie i fabuła odnoszą się do prawdziwych postaci historycznych (Stalina, Trockiego, Mołotowa) czy wydarzeń (Wielkiej Czystki, układu w Rapallo). Utkwił mi w pamięci fragment, kiedy na oczach zwierząt wali się wybudowany przez nie młyn, a knur-wódz Napoleon jako jedyny nie ukazuje lęku. Jak Orwell wyjaśnia w jednym ze swoich listów, jest to nawiązanie do inwazji III Rzeszy na Związek Radziecki, gdy Stalin odmówił opuszczenia Moskwy pomimo tego, że wrogie oddziały znajdowały się zaledwie trzydzieści kilometrów od miasta. To jest dopiero dbałość o szczegóły!

Tak frontalny atak Orwella na sowiecki ustrój nie spotkał się początkowo z ciepłym przyjęciem w jego ojczyźnie, Zjednoczonym Królestwie, które toczyło właśnie walkę o przetrwanie z III Rzeszą. Walkę tę prowadziło u boku dość niespodziewanego (ale i niezbędnego) sojusznika – Sowietów własnie. Ministerstwo informacji (odpowiedzialne m.in. za propagandę) „odradzało” wydawcom drukowanie tej książki (za jedną z odmów stał np. T.S. Eliot), ponieważ mogłaby ona zaszkodzić relacjom dwóch mocarstw. Za tego typu naciski miał być odpowiedzialny np. Peter Smollett, który okazał się być później sowieckim szpiegiem.

Orwella jednak najbardziej niepokoiła cenzura, którą brytyjscy intelektualiści narzucili sobie sami, bez pomocy rządu czy agentury innych nacji. Brytyjscy intelektualiści, zapatrzeni w „nowy ład” zaprowadzony w Rosji i wszelką jego krytykę przypisujący „czerwonej panice”, nie patrzyli na publikację przychylnie. Autor wiele miejsca temu zjawisku poświęcił w eseju „O wolności prasy”, który miał stanowić przedmowę do Folwarku, ale z niewiadomych przyczyn (to nie jest ironia – naprawdę nie wiadomo) został on pominięty. Do jego opublikowania doszło dopiero w 1972 roku. Niżej zamieszczam dwa ciekawe fragmenty z tego tekstu (tłumaczenie Bartłomieja Zborskiego):

Jednakże głównym zagrożeniem wolności myśli i słowa nie są obecnie bezpośrednie ingerencje Ministerstwa Informacji czy też innych oficjalnych instytucji. Jeśli wydawcy i redaktorzy za wszelką cenę nie chcą dopuszczać do poruszania w druku pewnych kwestii, nie powoduje nimi bynajmniej obawa o narażenie się na odpowiedzialność karną. W Anglii najgorszym wrogiem pisarza i dziennikarza jest tchórzostwo intelektualne, o którym to fakcie nie dyskutuje się, jak sądzę, tak szeroko, jak by na to zasługiwał.

Rzecz w tym, iż brytyjska inteligencja, a w każdym razie jej większość, przypuści atak na Folwark ze względu na zawartą w nim negatywną ocenę ich uwielbianego przywódcy oraz ze względu na to, iż godzi ona (w ich mniemaniu ) w ideę postępu. Gdyby moja książka była wolna od tych „wad”, nie spotkałaby się z ich strony z żadnym potępieniem, nawet gdyby jej niedostatki formalne nieporównanie wyraźniej rzucały się w oczy.

Cały esej rzuca nowe światło na historię wydania tej książki i stanowi dość niepokojącą charakterystykę ówczesnych brytyjskich elit. Ich pogląd na postać Stalina uległ diametralnej zmianie dopiero po słynnych wystąpieniu Chruszczowa na XX zjeździe KPZR w 1956, gdzie wygłosił referat „O kulcie jednostki i jego następstwach”. Przywódca ZSRR, nie spodziewając się, że treść referatu trafi ostatecznie do zachodniej prasy, wprost mówi o sowieckim terrorze, czystkach i gułagach. Informacje te były jak kubeł zimnej wody dla wielu intelektualistów Zjednoczonego Królestwa, Francji i innych krajów.

Rola Folwarku zwierzęcego jako utworu demaskującego radzieckie zbrodnie trochę się już zdezaktualizowała – zaryzykowałbym stwierdzenie, że ze wstępu Orwella dowiecie się więcej nowych rzeczy niż z samej książki. Mimo wszystko warto ją poznać w całości, jest krótka, lekka i przykuwa uwagę. I, hej, to zaledwie sto stron, po których przeczytaniu zyskujecie znajomość jednej z ważniejszych powieści XX wieku – chyba warto.

Na zakończenie: co ciekawe, bardzo podobną książkę napisał nasz noblista, Władysław Reymont (za Wikipedią):

Bunt to ostatnia powieść Reymonta, publikowana w 1922 na łamach „Tygodnika Ilustrowanego”, a w 1924 wydana w postaci książki. Powieść radykalnie odstaje od wcześniejszej twórczości Reymonta, jest bowiem połączeniem baśni i antyutopii, opowiadającej o buncie zwierząt przeciwko człowiekowi. Powstanie rozpoczyna się od głoszenia szczytnych haseł o równości, sprawiedliwości i budowaniu powszechnego szczęścia, a w rzeczywistości kończy się krwawą rzezią i zagładą. Powieść była parabolą terroru, którym była rewolucja październikowa, a którą Reymont obserwował w ciągu pięciu lat pomiędzy jej początkiem a rokiem powstania powieści. Z powodów ideologicznych w PRL powieść była zakazana i uległa zapomnieniu. Pierwsze powojenne wznowienie powieści miało miejsce w 2004, nakładem wydawnictwa „Fronda”.

Nie jest wiadome, czy Orwell mógł wiedzieć o tym utworze i wzorować się na nim.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s