„Kompleks Portnoya” – tabu, nazizm i anime

Znalezione obrazy dla zapytania portnoy's complaintWśród zarzutów stawianych twórcom listy „Modern Library” często pojawia się ten, że zestawienie jest zwyczajnie… zbyt bezpieczne. Zdecydowano się na pozycje powszechnie uważane za najbardziej wartościowe, bezdyskusyjnie chwalone i polecane. Brakuje tytułów kultowych, choć polaryzujących opinie czytelników. Mamy tu co prawdę „Lolitę”, ale powieść ta stała się na tyle popularna, że jej pominięcie zahaczałoby właściwie o sabotowanie zasadności całej listy. Nie znajdziemy tu wielu innych autorów jawnie lekceważących konwenanse – a przynajmniej tak się mówi.

„Kompleks Portnoya” Philipa Rotha może stanowić udaną odpowiedź na tego rodzaju krytykę. To zdecydowanie wyjątkowa książka – i to niekoniecznie w dobrym sensie. Recenzowałem już tutaj Buszującego w zbożu: powieść wydaną w latach 50-tych na początku rewolucji obyczajowej, która wywołała sporo kontrowersji przez przekleństwa i nawiązania do seksu. Wydane osiemnaście lat później (1969) dzieło Rotha uderzyło w kolejne kwestie, o których nieczęsto dyskutowano publicznie.

Powieść ma formę monologu tytułowego bohatera, młodego amerykańskiego Żyda, Alexa Portnoya, podczas wizyty u psychoanalityka. Protagonista relacjonuje tam praktycznie całe swoje życie, od wczesnego dzieciństwa po wiek średni, skupiając się przede wszystkim na seksualności i problemach z tożsamością. Forma wypowiedzi bohatera jest zdecydowanie nowatorska i odchodząca od tego, co dotąd znano z powieści. Niektórzy wyrywkowość, pozorną chaotyczność i brak chronologii porównują do wystąpień ówczesnych stand-uperów.

Miejmy to od razu za sobą: w tej książce nastoletni bohater masturbuje się przy pomocy kawałka surowej wątroby, którą potem jego nieświadoma rodzina zjada na obiad. Tak, historia jest wulgarna i, choć jest pochodną rewolucji seksualnej lat 60-tych, wywołała skandal w wielu środowiskach, między innymi wśród konserwatywnych Żydów. Sam autor tłumaczył, że rama opowieści w formie wizyty u psychoanalityka dobrze jego zdaniem tłumaczy obsceniczny język (wszak „spowiedź” na kozetce powinna być szczera i spontaniczna), jednak trudno się dziwić reakcjom czytelników mniej przywykłych do tego rodzaju treści.

Cała książka to jednak dużo więcej niż próba zaszokowania czytelnika na każdej stronie. Mamy tutaj ciekawy obraz nastolatka krytycznie podchodzącego do społecznych norm, niejako uwięzionego w postawach, które narzuca mu otoczenie, zwłaszcza matka. Jednocześnie nie jest herosem odważnie stawiającym czoła większości, jest bardziej ludzki, bywa sfrustrowany, przestraszony, zły, często cyniczny. Raczej nie znajduje naszej sympatii, ale zrozumienie chyba już tak. Ot, wiarygodna postać.

Książkę uznaję za godną polecenia. Nie należy do moich ulubionych, ale bardzo się cieszę, że tego typu utwory powstają i są w jakimś stopniu doceniane. Literatura zawsze była pionierem, jeśli chodzi o tematy tabu, a „Kompleks Portnoya” z pewnością odegrał swoją rolę w przecieraniu szlaków. I nie wiem jak to o mnie świadczy, ale ta książka była też dla mnie zwyczajnie zabawna. Czytało się ciekawie i przyjemnie.

Na marginesie: dzięki temu tytułowi poznałem pochodzenie wyrazu „siksa”. W polskim jest to po prostu pejoratywne określenie na młodą dziewczynę (synonim smarkuli czy gówniary), ale w jidysz oznacza ono nie-żydówkę. Obecnie trwa dyskusja na temat tego, czy słowo to powinno uznawać się za obraźliwe. Po szczegóły odsyłam do Wikipedii.

Stalagi

Zdaję sobie sprawę, że niebezpiecznie ocieram się o zbytnie uproszczenie, ale trudno jest nie mieć wrażenia, że historia żydów amerykańskich (do których należał wszak Portnoy) i europejskich rozwijała się bardzo niezależnie od siebie. Naturalnie, główną ku temu przyczyną była druga wojna światowa i holokaust, który znacznie wzmógł ruchy syjonistyczne i stanowił jeden z ważniejszych powodów powstania Izraela po upadku III Rzeszy.

W latach bezpośrednio następujących po powstaniu państwa, większość jego obywateli pochodziła z Europy, ale dyskusji na temat niedawnego ludobójstwa odbywało się naprawdę mało. Holokaust dla wielu Żydów był powodem do wstydu i poczucia winy. Choć wszystkich przepełniał żal za stratą bliskich, pytano siebie nawzajem, czy naprawdę nie dało się uczynić więcej: parę milionów ludzi bez żadnej walki załadowano do bydlęcych wagonów, by potem dokonać ich eksterminacji w obozach zagłady. Jednocześnie panował syndrom ocalałego, obwinianie samego siebie za przeżycie koszmaru, od którego tak wielu lepszym ludziom uciec się nie udało. Tatuaż z numerem obozowym stał się bolesnym stygmatem, w którym wielu widziało dowód na to, że noszący kolaborował z nazistami – bo jak inaczej udałoby mu się przeżyć?

Zagłada stała się tematem tabu, o którym nastolatkowie urodzeni już w Izraelu nie wiedzieli wiele. W szkole rozmawiano dużo o powstaniu w getcie warszawskim, chwalebnym wyjątku, kiedy Żydzi stanęli do walki już nie o przetrwanie, ale o własną godność. Osobę urodzoną w nowym kraju nazywano „sabra” i rząd kładł duży nacisk na to, by to młode pokolenie stanowiło swego rodzaju nową jakość, by tworzyli je ludzie oddani krajowi, gotowi stanąć do walki w jego obronie. Nie stroniono tu od czysto nacjonalistycznej retoryki, która nie powinna bardzo dziwić, biorąc pod uwagę, że kraj był dosłownie otoczony przez wrogie arabskie nacje. I tak, powodów zwycięstwa w roku 1948 upatrywano właśnie w tym nowym podejściu, wyzbyciu się poczucia wstydu i śmiałej walce o swoje w wykonaniu ludzi urodzonych już w nowej ojczyźnie.

Ale zainteresowanie dawnymi wydarzeniami w Europie nie zniknęło. Pewnym ujściem dla ciekawości nastolatków, którym rodzice nie chcieli opowiadać o przeżytych mękach, była powieść Dom lalek (1953) Ka-tzetnika, rzekomo autentyczna historia żydowskiej dziewczyny, którą niemieccy strażnicy obozów zagłady mieli wykorzystywać jako seksualną zabawkę (tytuł, po ocenzurowaniu, włączono nawet do kanonu lektur). Książka przełamała panujące tabu i stała się dość znana, całkiem niespodziewanie przyczyniając się też do popularności nowego i wyjątkowego gatunku fikcji.

Znalezione obrazy dla zapytania stalags

Przykładowa okładka (źródło).

Szalenie istotnym wydarzeniem lat 60-tych w Izraelu było pojmanie, osądzenie i egzekucja Adolfa Eichmanna, jednego z kluczowych koordynatorów holokaustu. Odbył się pokazowy proces na którym zeznawało wielu świadków, między innymi ocalali z obozów zagłady. To właśnie wtedy zaczęto publikować stalagi, tanie ilustrowane powieści pornograficzne (często w formie komiksu) których akcja działa się głównie na terenie niemieckich obozów jenieckich (zwanych właśnie stalagami). Ich bohaterami byli zwykle anglosascy piloci, którzy po pojmaniu padali ofiarą sadomasochistycznych praktyk strażniczek: ubranych w obcisłe mundury SS-manek w butach na wysokim obcasie i z pejczami w rękach. Historia kończyła się zwykle ucieczką umęczonego więźnia, który w ramach zemsty gwałcił i zabijał swoje niedawne oprawczynie.

Popularność tego rodzaju książeczek przerosła wszelkie oczekiwania: setki tysięcy egzemplarzy sprzedawano na terenie całego kraju, na przykład na terenie dworca centralnego w Tel-Awiwie. Perwersyjnego smaczku przydało rozpowszechnianie informacji, jakoby opowiedziane historie były autentycznymi zapisami wspomnień pojmanych żołnierzy Aliantów. Dopiero dużo później okazało się, że większość tych utworów powstawało już na miejscu w Izraelu. Jednym z autorów był Nahman Goldberg. Jak mówił (źródło):

Nie wymyśliłem tego gatunku. Ja go zastałem. Czytasz jedną książkę i wiesz już, jak zbudowana jest fabuła. To zawsze ta sama historia w różnych wariacjach, jedyne, co się zmienia, to kształt bata i kształt piersi. Produkowaliśmy plastyczne opisy seksu. Rozwinęliśmy też opisy okrucieństwa, żeby były dla czytelnika ciekawsze i atrakcyjniejsze.

Twórcy sięgali po coraz bardziej wymyślne sposoby tortur (pojawił się na przykład motyw kanibalizmu), a kolejne wydania wciąż cieszyły się wielką poczytnością. Era stalagów nie trwała jednak długo. Po jakichś dwóch latach wydawcy zostali oskarżeni o rozpowszechnianie pornografii i zakazano dalszego drukowania książek. Wiele egzemplarzy zniszczono, ale spora ich część zachowała się, trafiając na przykład do kolekcji koneserów o specyficznych gustach (cena niektórych „eksponatów” osiąga dziś nawet 140 szekli ~ 150 PLN za numer). Podobno niektórzy wymieniają się nimi online metodą peer-to-peer, ale na stronach internetowych ciężko znaleźć cokolwiek ponad parę oderwanych obrazków, głównie okładek. Byłem tym autentycznie zdziwiony, dotąd sądziłem, że w Sieci jest naprawdę wszystko.

O temacie zapomniano na wiele lat, jednak niedawno znowu ujrzał światło dzienne wraz z publikacją dokumentu Stalags (2008). Jeśli temat naprawdę Was porwał, da się to „obejrzeć” na Youtubie, ale ta akurat wersja jest po hiszpańsku. Musielibyście włączyć napisy i kliknąć tłumaczenie na angielski. Przy odrobienie szczęścia zrozumiecie mniej więcej połowę. W każdym razie o tym materiale sporo się pisało tu i tam – to właśnie jego twórcy dotarli do wspomnianego już Nahmana Goldberga, autora wielu spośród tych pornograficznych książeczek. Przeprowadzono też wywiady z ludźmi, którzy czytali i lubili te opowieści. Daje to nieco pełniejszy obraz, umożliwiający zrozumienie popularności tego rodzaju fikcji.

Powodów było, naturalnie, kilka. Jednym z najbardziej prozaicznych był fakt, że stalagi zaspokajały popyt na pornografię w kraju, w którym jej publikowanie było zakazane. Na drukowanie tego typu książek pozwalano zaś przez jakiś czas, ponieważ twórcy bronili jej walorów edukacyjnych: miałyby one jakoby opowiadać o prawdziwych wydarzeniach w obozach jenieckich.

Bardziej szlachetną pobudką towarzyszącą nabywcom stalagów była chęć dowiedzenia się czegoś o tym, jak naprawdę wyglądało życie w nazistowskim obozie. Co prawda, komiksy rzadko opowiadały konkretnie o holokauście, za bezpieczniejszy temat uznawano obozy jenieckie. Niedoinformowanym nastolatkom, z którymi rodzice często nie mieli ochoty dzielić się okropnymi wspomnieniami, musiało to jednak wystarczyć. Przypomnijmy, że wiele z tych książeczek było reklamowanych jako tłumaczenia autentycznych wspomnień alianckich żołnierzy. Miało to niestety kiepskie skutki: chyba nie trzeba tłumaczyć, jak się miała rzeczywistość do opowiastki, w której seksowne nazistki biczowały amerykańskiego pilota myśliwca. O ile młody Izraelita nie skonfrontował tych rewelacji z bardziej rzetelnymi źródłami, mógł mieć mocno skrzywione spojrzenie na to, co działo się z jeńcami na terenie III Rzeszy.

Jedna z osób wypowiadających się we wspomnianym dokumencie z 2008 roku nadmienia również, że czytanie o tym, jak wydostający się na wolność więzień torturuje swoje niedawne oprawczynie sprawiało mu perwersyjną satysfakcję. Oto osoby, które torturowały jeńców, także Żydów, w końcu spotyka sprawiedliwość. Cierpią one tak jak ci, którzy przedtem byli przez nie męczeni. Brzmi jak całkiem kuszący sposób na poradzenie sobie z tym dość kłopotliwym dziedzictwem: zamiast identyfikować się z tymi, którzy posłusznie dali się wymordować w obozie zagłady, możemy kibicować bohaterowi, który bierze sprawy we własne ręce i mści się na swoich ciemiężcach.

Znalezione obrazy dla zapytania nazi exploitation anime

Nazistowska symbolika nie jest na Dalekim Wschodzie specjalnie piętnowana. Zdobywa popularność w japońskiej mandze czy wśród ilustratorów inspirujących się jej estetyką (źródło grafiki).

I wreszcie: tego rodzaju historie to przecież exploitation w najczystszej postaci, coś o czym pisałem w poprzednim tekście. Chyba największe narodowe tabu, koszmar holokaustu, zostaje ubrane w wulgarne, podniecające szatki. To jasne, że brzmi to niepokojąco, może nawet nienormalnie, ale chyba jest jakaś nauka w świadomości, że nawet taki temat uległ czemuś, co w dobie Internetu okrzyknie się Zasadą 34: jeśli coś istnieje, to wymyślono też porno na ten temat. Dowiadujemy się tu czegoś o ludziach, choć może jest to nauka, którą wolelibyśmy sobie podarować. Same stalagi nie są tu z całą pewnością jakimś wyjątkiem: nazi exploitation to cały gatunek filmowy, popularny zwłaszcza na Zachodzie parędziesiąt lat temu, choć ostatnio odżywa w formie japońskiego anime. Na uwagę zasługuje też nazi chic, sposób ubierania odwołujący się do nazistowskich mundurów i symboliki, spopularyzowany przez punkowy zespół Sex Pistols.

***

Zarówno „Kompleks Portnoya” jak i stalagi opierają się w dużej części na próbie przełamania tabu zastanego przez twórcę w danej społeczności. Niejeden z nas mógłby zapytać: czy to naprawdę jest tak potrzebne? Czy jest jakaś realna wartość w szokowaniu publiki i wprawianiu w zgorszenie naszych babć i matek? Nie mam na to prostej odpowiedzi, trochę głupio mi pisać frazesy w stylu: „trzeba przełamywać milczenie, bo warto rozmawiać”. Na pewno nie zaszkodzi przyjrzeć się takim utworom, bo moim zdaniem mówią o nas wiele ciekawego: jak każda próba wyciszenia danego tematu skutkuje gwałtowną odpowiedzią niepokornych pisarzy i artystów. I jaką popularnością te odpowiedzi się cieszą, zwłaszcza wśród młodych. Czy to dowód na to, jak szlachetnym gatunkiem jesteśmy, bo nienawidzimy fałszu i obłudy? Albo wprost przeciwnie: to smutne zobrazowanie faktu, że uczepimy się każdej głośnej kontrowersji, byle tylko płytko zaspokoić potrzebę pobycia buntownikiem? Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia.

Bibliografia:

Żydowskie powieści pornograficzne o obozach? W Izraelu czytały je dziesiątki tysięcy ludzi [18+]

https://www.academia.edu/38388627/Pornografizacja_tabu_w_Izraelu_w_latach_50-tych_i_60-tych_20_wieku

2 uwagi do wpisu “„Kompleks Portnoya” – tabu, nazizm i anime

  1. Pingback: Lista Modern Library | Modern Library Challenge

  2. Ciekawa perspektywa, że może szokowanie czy wyłamywanie się nie zawsze przynosi wartość, raczej tylko gdy tworzy coś, co pomaga w jakiś sposób, inaczej jest to w najlepszym razie tania rozrywka, w najgorszym brak szacunku.

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s