„Wszyscy ludzie króla” i wolność słowa

All the King's Men | Prestwick House | Prestwick House

Dzisiaj chciałbym napisać o długiej, choć zaskakująco przystępnej książce Roberta Penn Warrena „Wszyscy ludzie króla” (ang. All the King’s Men, choć z jakiegoś powodu powieść wydano w Polsce pod tytułem „Gubernator”). Uznaję to również za dobrą okazję, by podzielić się przemyśleniami na temat wolności słowa w Ameryce, która wydaje się być pojmowana dość odmiennie od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce i w ogóle w Europie.

Pierwszoosobowym narratorem opowieści jest dziennikarz Jack Burden, który zaczyna pracę dla Williego Starka, początkującego polityka. Ten, dzięki swoim oratorskim umiejętnościom i socjalnym obietnicom, zostaje w pewnym momencie gubernatorem stanu, a nasz protagonista – jego prawą ręką. Mamy tu do czynienia z dwoma przeplatającymi się wątkami: przemyśleniami i działaniami Burdena oraz karierą Starka. I choć sam autor zarzekał się, iż polityka stanowiła jedynie tło dla treści, które naprawdę chciał przekazać[1], dla mnie zawsze była to najbardziej interesującą część. Szczególnie, że Warren w trakcie pisania wyraźnie inspirował się wydarzeniami dziejącymi się wtedy w Ameryce.

W 1949 roku na podstawie recenzowanej tu powieści nakręcono film, zdobywcę trzech Oskarów, w tym jednego za najlepszy obraz. Niedawno powstała druga ekranizacja, ale podobno słabo wyszła – tę pierwszą jednak widziałem i polecam.

Uznaje się, że tworząc postać Starka, Warren inspirował się prawdziwą historią: życiorysem Hueya P. Longa, populistycznego gubernatora Luizjany. Zdobył on uznanie wielu wyborców inwestując w edukację, energetykę i infrastrukturę, jednocześnie jednak wielu widziało w nim ordynarnego autokratę o dyktatorskich zapędach. Dopiero pisząc tę recenzję doczytałem trochę więcej na jego temat i ku swojemu zaskoczeniu odkryłem, że ta postać nie była tylko interesującym elementem lokalnego krajobrazu: Roosevelt poważnie obawiał się jego kandydatury w wyborach prezydenckich[2], umieścił nawet kilka postulatów Longa w swojej koncepcji „Nowego Ładu”. Ciekawe, jak potoczyłyby się losy Stanów Zjednoczonych, gdyby zrealizowano wręcz socjalistyczny plan „Podzielcie się bogactwem”, który był propagowany przez polityka z Luizjany. Amerykanom nigdy nie dane było zdecydować między tymi dwiema strategiami: Long został zamordowany przez zięcia jednego ze swoich politycznych przeciwników.

Na swój sposób książka kojarzy mi się z niektórymi elementami takich powieści jak Ja, Klaudiusz czy Władca much. To ciekawy komentarz na temat demokracji i tego, w jaki sposób może ona ulec wypaczeniu. W trudnych czasach zawsze pojawia się tęsknota za jakimś silnym, zdecydowanym liderem, który będzie w stanie zaprowadzić wreszcie porządek, nawet brudnymi metodami. Trudno winić ludzi za uleganie takim sentymentom, bierze się to z rozczarowania brakiem zmian i gasnących nadziei na możliwość poprawy drogą stopniowych reform.

Z pewnością każdy z zgodzi się, że tego rodzaju procesy nie są wyłączną cechą Luizjany z czasów Wielkiego Kryzysu: późniejsi twórcy niejednokrotnie odwoływali się do książki Warrena komentując współczesne im wydarzenia. Same słowa „Wszyscy ludzie króla” były wykorzystywane i przerabiane, np. na „Wszyscy ludzie prezydenta”, jak zatytułowano książkę (i jej filmową adaptację) o aferze Watergate. Odnoszę też wrażenie, że to określenie jest stosowane bardzo często nawet przez polskich dziennikarzy. Jeśli wpiszecie „Wszyscy ludzie [nazwisko dowolnego prezydenta]” w wyszukiwarkę, bez trudu znajdziecie co najmniej kilka artykułów z tytułami opartymi na tym szablonie. Powieść z całą pewnością odcisnęła swój ślad w kulturze.

Mam nadzieję, że powyższy opis nie sprawił, że fabuła tej książki brzmi dla Was nudno. Jest ona czymś znacznie więcej niż komentarzem politycznym. Sarkastyczny narrator Burden ciekawie urozmaica opisywane wydarzenia swoimi komentarzami, nie brak tu zwrotów akcji oraz bardzo żywych i niejednoznacznych postaci. Naprawdę świetna lektura, polecam.

Jak pokazano we „Wszystkich ludziach króla”, zjednanie sobie tłumów przez umiejętności retoryczne jest jednym z najważniejszych elementów polityki. Wydaje się to być szczególnie widoczne na przykładzie historii Stanów Zjednoczonych: wielu z nas kojarzy najważniejsze oracje wygłoszone tam w ubiegłym wieku, jak chociażby słowa „Nie mamy się czego bać, oprócz samego strachu” Roosevelta, „Nie pytajcie, co kraj może zrobić dla was; pytajcie, co wy możecie zrobić dla kraju” Kennedy’ego czy „Miałem sen” Martina Luthera Kinga. W Ameryce dużą wagę przywiązuje się jednak nie tylko do przemów polityków, ale i do tego, by nawet zwykły miał prawo głosić swoje idee. I jest to na tyle ciekawy temat, że chciałbym teraz przyjrzeć mu się trochę bliżej.

Wolność słowa

Czy jesteś za wolnością słowa? Bardzo trudno jest znaleźć w naszym kręgu kulturowym kogoś, kto odpowiedziałby przecząco. Swobodę dyskusji uznaje się za fundament demokracji i za jedną z kluczowych metod walki z autorytaryzmem. John Stuart Mill (o którym wspominałem przy omawianiu książki Nowy wspaniały świat) pisał, że bez wolności słowa nieuchronna jest tyrania większości i zduszenie wolności jednostki. Wszyscy jesteśmy w miarę świadomi tych prawd i nikt ich raczej nie kwestionuje. Diabeł, oczywiście, tkwi w szczegółach.

Znalezione obrazy dla zapytania strefa wolna od lgbt

W ubiegłym roku Gazeta Polska wywołała prawdziwą burzę ogłaszając, że do następnego numeru swojego pisma dołączy naklejki z przekreśloną tęczową flagą i napisem „Strefa wolna od LGBT”. Dało to przyczynek do dyskusji na temat tego, czym jest mowa nienawiści i czy powinno się zaostrzyć jej karanie. Tego typu wlepki są wprost stworzone do tego, by umieszczać je na ścianach przystanków czy znakach drogowych: niejedna osoba homoseksualna mogłaby je zobaczyć i poczuć się fatalnie, mieć wrażenie wyobcowania i wrogości ze strony innych. Czy powinien to być wystarczający argument za tym, by odebrać gazecie prawo do głoszenia tego akurat przekazu? I czy powinno się karać homofobiczne treści w Internecie? Mowa nienawiści online jest już powszechnie ścigana i penalizowana w Europie Zachodniej (przykład pierwszy i drugi) – jaki powinien być do niej stosunek w Polsce?

Można też odwrócić sytuację.

W 2019 roku ulicami Gdańska przeszła Parada Równości, której głośnym elementem była procesja ukazująca waginę jako Najświętszy Sakrament. Wywołało to spore oburzenie katolików, którzy uznali to za jawną prowokację i wyśmiewanie ich religii. Tu także rozgorzała dyskusja na temat tego, czy mamy tu do czynienia jedynie z frywolną swobodą artystyczną, czy raczej ze szkodliwym atakiem, który prawo powinno ścigać.

Są ludzie, którzy mówią, że nikogo nie powinno się obrażać i oba powyższe typy działań powinny być karalne. Inni przekonują, że ruchy LGBT to niszcząca katolicką Polskę propaganda, trzeba je zwalczać i dawać wyraz swojemu sprzeciwowi. Jeszcze inni powiedzą, że religia to przeżytek dla ciemnoty i nie powinno się karać ludzi za wyśmiewanie rzeczy, które nie istnieją. Czy jest czwarta droga? Cofnijmy się w czasie i przestrzeni do Ameryki lat 60-tych.

Znalezione obrazy dla zapytania brandenburg vs ohio

W 1964 roku Clarence Brandenburg, lider Ku Klux Klanu w Ohio, skontaktował się z lokalną telewizją w celu wyemitowania nagrania z zebrania jego organizacji. Widzowie mieli okazję obejrzeć typowy rasistowski przekaz: białe szaty, płonące krzyże, pomstowanie na „czarnuchów”, Żydów i nienawidzący białej rasy rząd. Wielu z uczestników zjazdu miało przy sobie broń palną. Naturalnie, w całym stanie zawrzało i w konsekwencji Brandenburg został skazany przez sąd Ohio na grzywnę i karę od roku do dziesięciu lat pozbawienia wolności. Ten jednak postanowił złożyć apelację do Sądu Najwyższego, powołując się na pierwszą poprawkę do Konstytucji (gwarantującą wolność słowa). Tym razem oskarżonemu dopisało szczęście.

Wyrok sprawy Brandenburg v. Ohio był uniewinniający: zdaniem sędziów, wolność słowa może być ograniczana jedynie wtedy, gdy osoba wypowiadająca się podżega swoich słuchaczy do natychmiastowego i możliwego złamania prawa. Wyjaśniając na przykładzie:

„Powinniśmy wykopać wszystkich czarnuchów do Afryki” – legalne. Choć wypowiadający się namawia do czynu nielegalnego, to owa narracja jest składową pewnego zestawu poglądów, a wolność do ich głoszenia zawsze podlega konstytucyjnej ochronie.

„Ludzie! Powinniśmy pójść teraz i powybijać szyby tego murzyńskiego piekarza z naprzeciwka!” – nielegalne. Zasadność pierwszego stwierdzenia o pozbyciu się Czarnoskórych z kraju da się podważyć drogą merytorycznej dyskusji. Nastroje sprzyjające takim hasłom da się rozpoznać i im przeciwdziałać. Jednak w przypadku zamieszek czy burzliwych wieców, wielu ludzi nie myśli racjonalnie, nie ma czasu na rzeczową wymianę argumentów. Tak jak strzelec jest odpowiedzialny za pocisk po naciśnięciu spustu, tak nawołujący odpowiada tu za działania tłumu, którym może bezpośrednio kierować swoimi okrzykami. Z troski o piekarza, wolność słowa musi zostać ograniczona.

Decyzja w tej sprawie zdefiniowała prawny stosunek do swobody wypowiedzi w Ameryce aż po dzień dzisiejszy. Taka interpretacja prowadzi do sytuacji, które mogą zdziwić niejednego europejczyka. Oto kilka przykładów wypowiedzi chronionych przez konstytucję:

  • Propagowanie nazizmu i komunizmu. W USA legalnie funkcjonuje partia nazistowska. Dozwolone jest też publiczne nawoływanie do zbrojnego obalenia obecnego rządu.
  • Działanie Ku Klux Klanu i głoszenie białej supremacji.
  • Zaprzeczanie holokaustowi.
  • Pikietowanie ze znakami „Bóg nienawidzi pedałów” niedaleko pogrzebu homoseksualnego żołnierza (nie zakłócając przy tym uroczystości krzykami). Zgodnie z wyrokiem Snyder v. Phelps, sam fakt bycia oburzonym czyjąś wypowiedzią nie może być powodem do jej tłamszenia.
  • Spalenie amerykańskiej flagi czy podarcie karty powołania do wojska (czyn jest istotną częścią naszego przekazu, więc również jest chroniony).
  • Szydzenie z prezydenta i innych polityków.
  • Wyśmiewanie religii.
Ulice i place uznawane są w Stanach za bardzo istotne miejsca wolnego prezentowania poglądów. Niestety, wiele osób używa tego prawa do robienia mnóstwa hałasu.

Większość powyższych wypowiedzi jest zakazana albo przez polską konstytucję (propagowanie nazizmu i komunizmu), albo kodeks karny (znieważenie urzędu prezydenta, obraza uczuć religijnych). I patrząc na tę listę aż chce się powiedzieć: i bardzo dobrze! Czy ci Jankesi postradali rozum, pozwalając na takie okropieństwa? Jakie właściwie jest uzasadnienie ich postawy w tym względzie? Co sprawia, że wolność słowa w Ameryce jest traktowana niczym nienaruszalna „świecka świętość”?

a) Wspomniany już wyżej angielski filozof John Stuart Mill (1806-1873) uzasadniał sens wolności słowa „wolnym rynkiem idei” (ang. marketplace of ideas). W myśl tego założenia idee, tak jak wszystkie inne produkty, ulegają rynkowym prawom: poprzez dyskutowanie, porównywanie i wypróbowywanie ich, jesteśmy w stanie odnaleźć te, które najbardziej przystają do danego społeczeństwa. Poglądy nieprawdziwe i szkodliwe mogą zostać merytorycznie obalone, te w połowie prawdziwe możemy częściowo zaadaptować. Tezy wartościowe przetrwają tego rodzaju próbę, jednocześnie stając się żyjącą, sprawdzoną w boju prawdą, a nie narzuconym dogmatem.

Członkowie Sądu Najwyższego wielokrotnie sięgali do tej analogii. Jasne, że nazizm jest zły – ale jak skutecznie dyskutować nad jego coraz nowymi implementacjami, jeśli jego wyznawcy mają zakaz odzywania się? Jak pokazać, że demokratyczna republika to dobry ustrój, jeśli zakazane jest głoszenie jej obalenia? Nawet jeśli jakaś idea jest marnej jakości, obywatel powinien mieć prawo się z nią zapoznać, nawet po to, by natychmiast ją zweryfikować i odrzucić: chodzi więc nie tylko o prawo mówiącego, ale i słuchającego.

Jak widać, wolność wypowiedzi wcale nie musi oznaczać biernego przysłuchiwania się ideom, z którymi fundamentalnie się nie zgadzamy. Jeśli jesteśmy przeciwni rasizmowi, mamy pełne prawo energicznie zwalczać narrację o wyższości jednej rasy nad inną. Powinniśmy to jednak robić słowem, nie pięścią.

b) Późniejsi komentatorzy sprawy Brandenburg v. Ohio wskazywali na dwa wydarzenia w historii Stanów Zjednoczonych mające największy wpływ na decyzję sędziów. Pierwszym z nim były bardzo surowe kary (nawet dwudziestu lat więzienia) wobec osób sprzeciwiających się udziałowi kraju w pierwszej wojny światowej, krytykujących pobór do wojska czy kierunek obrany przez rząd. Drugim były przypadki uwięzienia działaczy komunistycznych, nawołujących do zbrojnego obalenia obecnej władzy. W obu tych przypadkach żadna realna krzywda nie została wyrządzona, nie było nawet ku temu możliwości – wyroki skazujące uzasadniono tym, że takie poglądy należy dusić w zarodku, zanim staną się naprawdę groźne. Brutalna eskalacja tych napięć nie była jednak możliwa: ani pacyfiści, ani komuniści nigdy nie dysponowali wystarczającą siłą i poparciem społecznym, by cokolwiek zdziałać. Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że rząd, tłumacząc się próbą uprzedzenia niebezpieczeństwa, tak naprawdę uciszał treści niewygodne i niepopularne.

Voltaire - Wikiquote

To XVIII-wiecznemu filozofowi Voltaire’owi przypisuje się słynne zdanie: Nie zgadzam się z tym co mówisz, ale oddam życie, abyś miał prawo to powiedzieć. W rzeczywistości były to jednak słowa angielskiej pisarki Evelyn Beatrice Hall, która tym zdaniem podsumowała poglądy Voltaire’a na temat wolności słowa (źródło).

Funkcją pierwszej poprawki była właśnie ochrona przed takiego typu sytuacjami: nadużyciami ze strony rządu, który, usprawiedliwiając się dbałością o bezpieczeństwo, ograniczał przysługujące każdemu prawo do głoszenia poglądów. Wyrok w sprawie Brandenburga przywracał pierwotną wartość tej wolności, gdzie obywatele nie są zdani na łaskę prawodawców, przesuwających dopuszczalną granicę swobody wypowiedzi wedle własnego uznania.

c) Łatwiej jest poznać prawdziwe motywy konkretnych grup, jeśli jej członkowie mogą mówić otwarcie o swoich poglądach, nawet tych najbardziej radykalnych. Możliwość zidentyfikowania takich nastrojów sprawia, że możemy skutecznie im przeciwdziałać drogą merytorycznej dyskusji czy akcji społecznych. Władze mogą też np. pilniej obserwować organizacje, w których zabierają głos ekstremiści nawołujący do gwałtownych działań w celu osiągnięcia danych celów.

Można też odwrócić sytuację: kiedy ktoś popiera prawa homoseksualistów (w społeczeństwie progresywnym) albo opowiada się za zakazem aborcji (w społeczeństwie zdominowanym przez konserwatystów) dobrze jest moim zdaniem wiedzieć, że głosi takie poglądy dlatego, że naprawdę w nie wierzy, a nie ze strachu przed karą.

d) Ograniczanie wolności wypowiedzi osób o niepopularnych poglądach może również prowadzić do ich dalszej radykalizacji. Przykładowo, współczesna retoryka skrajnej prawicy w dużej mierze opiera się na syndromie oblężonej twierdzy: gdy rząd odmawia jej członkom prawa do głoszenia szczerze wyznawanych przez nich poglądów, czują się uciemiężeni przez „policję myśli”, znajdującą się na usługach lewackiego establishmentu. Łatwo jest wtedy uwierzyć, że toczy się słuszną walkę o wolność, którą należy odzyskać wszelkimi możliwymi środkami.

e) Wiele osób podchodzi bardzo emocjonalnie do dyskusji o polityce i odczuwa silną potrzebę manifestowania swoich poglądów. Jeśli odbierze im się prawo głoszenia ich, to owo pragnienie, zamiast zniknąć, raczej znajdzie inne ujście, na przykład w formie wandalizmu lub agresji.

Oczywiście nie ma co liczyć, że każdego radykała da się nawrócić drogą dialogu, ale nie to jest celem. Wolność słowa w demokracji to nie tyle naiwna idea, że każdy konflikt da się zażegnać słowem, co raczej próba przeniesienia konfliktu z płaszczyzny przemocy na płaszczyznę werbalnej wymiany poglądów, co z pewnością jest pozytywnym rezultatem jeśli zależy nam na stabilnym społeczeństwie.

f) Skuteczność ograniczania wolności słowa jeśli chodzi o zakładane cele również pozostawia sporo do życzenia. Nie ma statystyk udowadniających, że karanie mowy nienawiści przyczynia się do zmniejszenia ilości innych przestępstw na tle rasowym czy religijnym. Można wręcz wysunąć podejrzenie, że rządy, usatysfakcjonowane wyeliminowaniem kłopotliwych „objawów” napięć społecznych, nie czują już potrzeby zajęcia się ich przyczynami. Głośna i medialna kampania przeciw nienawiści w Internecie w nieunikniony sposób odwraca uwagę od dyskusji na temat tego, skąd się ta nienawiść wzięła.

Na zakończenie

Decyzja amerykańskiego Sądu Najwyższego nie była pokierowana nieczułą na ofiary rasizmu absolutną wiarą w liberalizm: stanowiła ona raczej próbę znalezienia najbardziej pragmatycznego rozwiązania, zapewniającego wszystkim obywatelom prawo do „Życia, Wolności i dążenia do Szczęścia”. Gwarancja pełnej wolności słowa miała zapobiec fizycznej przemocy i rozwojowi autorytaryzmu.

Wracając na nasze polskie podwórko: może warto byłoby spróbować takiego amerykańskiego podejścia? Zaprzestanie karania zarówno obrazy uczuć religijnych jak i mowy nienawiści mogłoby przejść do historii jako naprawdę dojrzały kompromis i akt intelektualnej odwagi. Jeśli twoja religia daje wielu ludziom realne oparcie i poczucie wspólnoty, to żadne szyderstwo nie naruszy takiego fundamentu. Jeśli chcesz wprowadzenia związków partnerskich w Polsce, to więcej osób przekonasz drogą dialogu niż karaniem i robieniem męczenników z najbardziej wulgarnych przeciwników tego pomysłu. Tak, to wszystko brzmi żmudnie i trudno. Ale, jak to powiedziała pewna ikona amerykańskiej popkultury: The price of freedom is high, it always has been.

***

Tworząc ten wpis opierałem się głównie na dwóch poniższych artykułach, które bardzo Wam polecam, jeśli jesteście zainteresowani historią amerykańskiego prawodawstwa w kwestii wolności słowa oraz tym, jakie argumenty były wygłaszane w jej obronie.

Czy publiczne nawoływanie do popełnienia przestępstwa powinno być
przestępstwem – a jeśli tak, to kiedy?

Hate Speech

Przypisy

  1. https://www.theguardian.com/books/2014/dec/29/100-best-novels-all-the-kings-men-robert-penn-warren
  2. https://www.history.com/topics/crime/huey-long

3 uwagi do wpisu “„Wszyscy ludzie króla” i wolność słowa

  1. Świetny komentarz! Przez dobrych kilka lat, głównie licealnych, flirtowałem z nacjonazlizmem i prawdziwym faszyzmem (chciałem to podkreślić, gdyż chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, że to słowo już dawno utraciło skonkretyzowane znaczenie) i jest jeszcze jedna bardzo ważna reperkusja zwalczania wolności słowa na poziomie ustawowym, która przychodzi mi do głowy. Ja sam wszedłem w te klimaty w pierwszej kolejności w geście pewnego buntu, moja uwaga do tych ideii została przykuta w ze względu na cały zgiełk wokół. Młodej osobie szukającej nieporadnie sprawiedliwości i ideałów, którym mogłaby hołdować to jest jak spełnienie marzeń. To oczywiście pomaga kreować martyrologię, romantyczną walkę o ideały, prawdziwa pożywka dla wszelkich skrajnych ruchów zarówno lewicowych jak i prawicowych, o czym też trafnie napisałeś.
    Mała obserwacja nt. Antysemityzmu. Wydaje mi się, że istnieje znaczny odsetek osób, które przyjęły taką postawę wyłącznie ze względu na ciągłą uwagę, którą poświęca się walce z tym zjawsikiem. Ciągle słyszysz o tych Żydach, o jakichś reparacjach, roszczeniach, karach, aż w końcu masz ICH nagle dosyć. Wydaje mi się, że można by śmiało za Żyda podstawić jakąkolwiek inną nację/rasę/mniejszość, zasada pozostaje ta sama. Tak, to też z autopsji 🙂

    A czy na naszym podwórku to by się sprawdziło? Nie wiem, ale mam duże wątpliwości, o których napiszę w oddzielnym komentarzu przy czasie 😉

    Polubienie

  2. Bardzo ważny tekst. Szczególnie dzisiaj. Mam wrażenie, że aktualnie nie widać zbyt dużo przestrzeni, aby pomyśleć o tych czysto pragmatycznych rozwiązaniach, a szkoda. Komuś musi na tym zależeć, żeby wrzały emocje.
    Eh, o ile przyjemniej by się żyło dzięki kilku kompromisom.

    Polubienie

Odpowiedz na Mateusz Hawrus Anuluj pisanie odpowiedzi

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s